Suche | DE PL | Kontakt
vom 18.02.9512

Tydzień między wybrzeżem a kulturą. Podróż studyjna do Dublina

Augustum-Annen-Gymnasium

Poniedziałek

Nasza podróż do Dublina rozpoczęła się o wiele za wcześnie w poniedziałkowy poranek. O godzinie 4:00 28 zaspanych uczennic i uczniów oraz ich nauczyciele podążali do autobusu. Ale zmęczenie zostało przyćmione przez oczekiwanie, ponieważ już za kilka godzin znjadziemy się w samolocie do Dublina i będziemy podziwiać Wyspy Brytyjskie z góry. Wsiedliśmy więc do autobusu i przespaliśmy się trochę w drodze do Berlina. Gdy dotarliśmy na lotnisko, zostawiliśmy nasze walizki i mieliśmy nadzieję, że koszulka I❤Dublin nie przekroczy limitu wagowego. Po udanej kontroli tożsamości i bezpieczeństwa („kieszenie KOMPLETNIE puste” - cytat z pracownika lotniska), w końcu mieliśmy wyruszyć w ostatni etap naszej podróży. Przez okno widzieliśmy już zielony samolot z koniczyną, który miał nas zabrać do Irlandii. Po krótkim, bezproblemowym locie byliśmy już na miejscu, nie zgubiliśmy żadnego bagażu i przywitał nas... deszcz.
Ale nie ma problemu, musieliśmy się tego spodziewać. Przenieśliśmy się więc do naszych pokoi w labiryntowym hostelu Abbey Court i wyruszyliśmy na naszą pierwszą wycieczkę po mieście - z kurtkami przeciwdeszczowymi w bagażu. Ale nie potrzebowaliśmy ich więcej, ponieważ zaświeciło słońce . Cóż, taka jest irlandzka pogoda.
Każdy spędził pierwszy dzień inaczej: niektórzy poszli zobaczyć słynny Temple Bar (oczywiście tylko z zewnątrz...), inni przypadkiem trafili na koncert irlandzkiej muzyki folkowej, a jeszcze inni po prostu delektowali się pyszną rybą z frytkami. Ale była jedna rzecz, którą zrobiliśmy wszyscy: padliśmy wieczorem wyczerpani do naszych łóżek . Ale dopiero następnego dnia wszystko zaczęło się naprawdę dziać...

Wtorek

Wtorek rozpoczęliśmy od wycieczki do EPIC - Muzeum Irlandzkiej Emigracji i trzeba przyznać, że było to naprawdę niesamowite przeżycie! Gdy tylko weszliśmy do nowoczesnego, interaktywnego muzeum, stało się jasne, że nie oglądamy zakurzonych gablot, ale żywą historię, której możemy doświadczyć z bliska. Z każdym pomieszczeniem, do którego weszliśmy, zagłębialiśmy się w historię irlandzkiej emigracji - historię charakteryzującą się odwagą, cierpieniem i nadzieją. Pomiędzy kolorowymi światłami i niezliczonymi irlandzkimi historiami czuliśmy się, jakbyśmy przez chwilę byli częścią tej podróży. A na dodatek mogliśmy nawet przebrać się w tradycyjne irlandzkie stroje i poćwiczyć kilka kroków stepowania.
Po imponującej wizycie w EPIC udaliśmy się do Zamku Dublińskiego, kolejnego miejsca, które pozwoliło nam zanurzyc się głębiej w irlandzką historię. We wspaniałych komnatach zamku łatwo było sobie wyobrazić, jak kiedyś żyli tu królowie i szlachta - ale także, jak ciężkie było życie Irlandczyków, którzy przez wieki cierpieli pod rządami Brytyjczyków.
Ale po takiej dawce historii rozpaczliwie potrzebowaliśmy odmiany. Udaliśmy się więc prosto na tętniące życiem ulice Dublina, gdzie przespacerowaliśmy się po sklepach i second-handach, w których każdy znalazł coś dla siebie.
Pod koniec dnia byliśmy wyczerpani, ale zadowoleni - a co najlepsze, wciąż mieliśmy wystarczająco dużo energii, aby gotować dla siebie w hostelu. Po naszej uczcie - makaronie z sosem pomidorowym - zakończyliśmy wieczór w przytulnej atmosferze i już nie mogliśmy się doczekać naszej wycieczki w góry Wicklow...

Środa

Trzeci dzień przyniósł kolejną atrakcję: przejażdżkę i wędrówkę po górach Wicklow. Najpierw udaliśmy się do punktu widokowego na południe od Dublina, który oferował fascynującą panoramę miasta i morza. Gdy pojechaliśmy dalej w góry, na początku byliśmy nieco onieśmieleni umiejętnościami kierowcy autobusu do poruszania się po wąskich drogach na stromych zboczach i jednocześnie przerywania swoich opowieści o Irlandii gestykulacją. Niemniej jednak cieszyliśmy się podróżą, z nowymi górami, jeziorami i zapierającymi dech w piersiach widokami otwierającymi się za każdym zakrętem. Szczególnie ekscytująca była wizyta na niemieckim cmentarzu wojskowym w centrum Irlandii.
Przerwę na lunch również spędziliśmy w autobusie, ale tym razem nie jechaliśmy. To byłoby wyzwanie nawet dla naszego kierowcy. Wyciągnął gitarę i harmonijkę ustną i zagrał nam kilka irlandzkich piosenek. Śpiewaliśmy to, co znaliśmy, lub po prostu słuchaliśmy. Po raz kolejny potwierdziło się to, co tak często słyszeliśmy wcześniej: każdy Irlandczyk jest muzykiem!
Potem musieliśmy wyjść i trochę się poruszać, ale było warto! Wycieczkę w góry zakończyło piękne jezioro, nad którym zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, oraz mały wodospad.

Czwartek

Czwartek rozpoczął się od wizyty w słynnym Trinity College. Starożytna biblioteka była szczególnie imponująca, z niezliczonymi książkami rozciągającymi się od podłogi do sufitu. Przynajmniej tak było w teorii, ale mieliśmy szczęście trafić na okres, w którym wszystkie książki, w tym półki, były całkowicie czyszczone. Fakt ten nie umniejszył jednak piękna uczelni, która szybko stała się dla niektórych wymarzonym uniwersytetem.
Później niektórych ciągnęło z powrotem na wybrzeże, na klify półwyspu Howth. Nasza grupa udała się do National Gallery of Ireland, gdzie zainspirowało nas wiele dzieł sztuki. Niezależnie od tego, czy byli to irlandzcy artyści, czy międzynarodowi mistrzowie, tacy jak Van Gogh i Picasso - różnorodność prezentowanych obrazów była niesamowita, więc każdy znalazł swój ulubiony.
Ale prawdziwą atrakcją dnia i całej wycieczki był bez wątpienia wieczór: Riverdance! Ten pokaz był eksplozją energii, rytmu i pasji. Byliśmy całkowicie urzeczeni od pierwszego stukotu butów i naprawdę musieliśmy się powstrzymywać, by nie wskoczyć na scenę i nie tańczyć razem z tancerzami. Tancerze poruszali się z taką prędkością i precyzją, że od samego patrzenia na nich kręciło nam się w głowie. Było to niezapomniane i wyjątkowe doświadczenie!

Piątek

Ale tak wspaniała podróż musiała dobiec końca. Na szczęście dla nas, ten koniec był trochę opóźniony, ponieważ nasz samolot odlatywał dopiero po południu, co oznaczało ostatni wolny czas w Dublinie! Ponownie każdy spędził go inaczej, być może kupując kilka pamiątek lub ciesząc się po raz ostatni widokiem na Liffey. Ciężko było nam się pożegnać, gdy w końcu wróciliśmy do autobusu ze spakowanymi walizkami. Z zachodem słońca za nami i głowami pełnymi wspomnień odlecieliśmy do domu.

von Annika Gelke, Anastasia Pozeg