Suche | DE PL | Kontakt
Rok szkolny 25/26/2026-07-14

Od rycerzy, przez wolność, aż po mewy – wycieczka klasy 10b do Gdańska

Razem z naszymi wychowawcami – panią Kamińską-Bojar i panem Sieglem – spędziliśmy ostatni tydzień roku szkolnego w Gdańsku. Miasto zachwyciło nas nie tylko swoimi niezwykłymi zabytkami, ale dało nam także możliwość poznania historii z bliska i korzystania z ostatnich wspólnych chwil.

Niedziela – między historią a mewami
Po d...
więcej

von Klasa 10b

Razem z naszymi wychowawcami – panią Kamińską-Bojar i panem Sieglem – spędziliśmy ostatni tydzień roku szkolnego w Gdańsku. Miasto zachwyciło nas nie tylko swoimi niezwykłymi zabytkami, ale dało nam także możliwość poznania historii z bliska i korzystania z ostatnich wspólnych chwil.

Niedziela – między historią a mewami
Po długiej i bardzo gorącej podróży autokarem (na szczęście klimatyzacja uratowała sytuację!) dotarliśmy w niedzielne popołudnie do Gdańska. Po zakwaterowaniu w hotelu przyszedł czas na rozpakowanie walizek i sprawdzenie, komu trafiło się najwygodniejsze łóżko. Wspólna kolacja dodała nam sił przed kolejnymi dniami pełnymi wrażeń. Wieczorem wybraliśmy się na pierwszy spacer po pięknym Starym Mieście. Wśród zabytkowych kamienic, brukowanych uliczek i ciekawskich mew szybko przekonaliśmy się, że Gdańsk ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Poniedziałek – śladami dawnego Gdańska
Poniedziałek upłynął pod znakiem poznawania historycznego Gdańska. Spacerowaliśmy słynną Drogą Królewską, podziwialiśmy wspaniałe zabytki i odwiedziliśmy imponującą Bazylikę Mariacką. Dowiedzieliśmy się wiele o burzliwej historii miasta, w którym od wieków spotykały się różne narody, religie i kultury.

Najwięcej emocji dostarczyła jednak gra miejska. W niewielkich grupach rozwiązywaliśmy zagadki i szukaliśmy ukrytych szczegółów. Nie zabrakło kreatywnych pomysłów ani dyskusji o tym, którędy właściwie prowadzi właściwa droga. Po południu mieliśmy czas na samodzielne odkrywanie miasta, zakup pamiątek lub… degustację lodów, oczywiście w celach czysto naukowych.

Wtorek – historia, której można dotknąć
We wtorek zajęliśmy się trudnym, ale bardzo ważnym rozdziałem historii. Najpierw odwiedziliśmy Pocztę Polską w Gdańsku, której bohaterska obrona na początku II wojny światowej stała się symbolem polskiego oporu. Następnie udaliśmy się na Westerplatte – miejsce, gdzie rozpoczęła się II wojna światowa.

Zwiedzane miejsca pozwoliły nam lepiej zrozumieć wydarzenia tamtych dni i skłoniły do wielu refleksji. Po południu każdy mógł spędzić czas według własnego pomysłu. Jedni ponownie wybrali się na Stare Miasto, inni po prostu korzystali z letniej pogody – bez podręczników, ale za to w doskonałych humorach.

Środa – drogi do wolności i powiew Bałtyku
W środę odwiedziliśmy Europejskie Centrum Solidarności. Dowiedzieliśmy się, jak wielką rolę odegrał ruch „Solidarność” w drodze Polski do demokracji oraz jak wpłynął na przemiany w całej Europie. Nowoczesna wystawa zrobiła na nas duże wrażenie i przypomniała, że wolność nie jest dana raz na zawsze.

Po południu zamieniliśmy historię na morskie klimaty. W Sopocie spacerowaliśmy po słynnym molo, a następnie odwiedziliśmy Gdynię. Plaża, port i świeże bałtyckie powietrze stworzyły doskonałą okazję do robienia zdjęć, wspólnych rozmów i oczywiście prób jak najbardziej eleganckiego spacerowania po piasku – co nie wszystkim się udało.

Czwartek – średniowieczny zamek na zakończenie
Przed powrotem do domu czekała na nas jeszcze jedna atrakcja – Zamek w Malborku. Monumentalna ceglana twierdza zachwyciła nas swoimi potężnymi murami i bogatą historią. Podczas zwiedzania niektórzy poczuli się niemal jak rycerze i damy dworu, choć w letnim upale chyba nikt nie chciałby zakładać prawdziwej zbroi.

Następnie wyruszyliśmy w drogę powrotną. W naszych bagażach znalazły się nie tylko pamiątki, ale przede wszystkim mnóstwo nowych doświadczeń, ciekawych wiadomości o wspólnej historii Polski i Niemiec oraz wiele wspólnych wspomnień, z których jeszcze długo śmialiśmy się podczas podróży autobusem.

Wyjazd do Gdańska okazał się doskonałym połączeniem historii, kultury, integracji i wielu niezapomnianych chwil. Pokazał nam, jak ważne są wolność, demokracja i współpraca między ludźmi różnych kultur. Przekonaliśmy się również, że najlepsze wspomnienia z wycieczek szkolnych często powstają wtedy, gdy wcale ich nie planujemy.

Serdecznie dziękujemy Fundacji Sanddorf za finansowe wsparcie, dzięki któremu ta wyjątkowa podróż mogła się odbyć.

von Klasa 10b


Rok szkolny 25/26/2026-07-14

Pięć dni wśród przyrody, gór i tysięcy kroków – nasza wycieczka w Karkonosze

W tym roku nasza klasa 8b wybrała się w polskie Karkonosze. W ramach zajęć międzyprzedmiotowych z geografii i biologii poznawaliśmy jeden z najpiękniejszych i najbardziej wyjątkowych krajobrazów Europy. Towarzyszyli nam wychowawca klasy, pan Drewniacki, oraz pani Lach. Podczas górskich wędrówek bezpiecznie prowadził nas także doświadczony przewodnik górsk...
więcej

von Klasa 8b

W tym roku nasza klasa 8b wybrała się w polskie Karkonosze. W ramach zajęć międzyprzedmiotowych z geografii i biologii poznawaliśmy jeden z najpiękniejszych i najbardziej wyjątkowych krajobrazów Europy. Towarzyszyli nam wychowawca klasy, pan Drewniacki, oraz pani Lach. Podczas górskich wędrówek bezpiecznie prowadził nas także doświadczony przewodnik górski, pan Paczos.

Poniedziałek – przyjazd, nauka i pierwsza wędrówka
Zaraz po przyjeździe do Jeleniej Góry rozpoczęliśmy naszą przygodę. W Centrum Edukacyjnym Karkonoskiego Parku Narodowego dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek o zwierzętach, roślinach oraz historii tego niezwykłego regionu leżącego na pograniczu Polski, Czech i Niemiec.

Po południu wyruszyliśmy na pierwszą wycieczkę – na Zamek Chojnik. Podejście dało się niektórym we znaki, ale piękna panorama wynagrodziła cały wysiłek. Oczywiście nie mogło zabraknąć wspólnego zdjęcia klasowego, choć najpierw wszyscy musieli złapać oddech.

Wtorek – wędrowanie zamiast narzekania
Wtorek był najbardziej wymagającym dniem całego tygodnia. Pierwotnie mieliśmy dotrzeć do Śnieżnych Kotłów, jednak z powodu prowadzonych tam prac remontowych nasza trasa została zmieniona i prowadziła wokół tego obszaru. Oznaczało to inną drogę, ale równie piękne widoki.

Podczas marszu poznawaliśmy krajobraz i wyjątkową przyrodę Karkonoszy. Nie brakowało śmiechu, rozmów i oczywiście pytania: „Daleko jeszcze?”. Odpowiedź brzmiała niemal zawsze: „Już niedaleko!”. Pod koniec dnia byliśmy zmęczeni, ale też dumni z tego, ile udało nam się przejść.

Środa – nauka pobudza apetyt
W środę zamieniliśmy się w prawdziwych badaczy. Razem z panią Tiebel pracowaliśmy w grupach nad tematem wody. Badaliśmy potok Wrzosówka, obserwowaliśmy przyrodę i dowiedzieliśmy się, dlaczego woda odgrywa tak ważną rolę w funkcjonowaniu Karkonoskiego Parku Narodowego.

O najsmaczniejszą motywację całego tygodnia zadbała pani Korman, która przyniosła ogromnego arbuza. Po zakończeniu badań słodki i soczysty poczęstunek smakował wyjątkowo dobrze – i zniknął chyba szybciej, niż „obieg wody w przyrodzie”.

Czwartek – upał? Żaden problem!
Plan zakładał wyjazd do Karpacza, a następnie wejście na Śnieżkę. Ze względu na wysokie temperatury program musiał jednak zostać zmieniony. Zamiast tego wybraliśmy się nad Wodospad Szklarki. Choć tym razem nie zdobyliśmy najwyższego szczytu Karkonoszy, wycieczka okazała się świetnym pomysłem. Szum wodospadu przyniósł upragnioną ochłodę, a wielu z nas wykorzystało okazję do zrobienia pięknych zdjęć. Czasami najlepsze wspomnienia rodzą się właśnie wtedy, gdy trzeba zmienić plany. Na Śnieżkę jeszcze przyjdzie czas.

Piątek – pożegnanie z Karkonoszami
Przed powrotem do domu odwiedziliśmy jeszcze raz wystawę w Centrum Edukacyjnym Karkonoskiego Parku Narodowego. Tym razem rozpoznawaliśmy wiele rzeczy, które w ciągu ostatnich dni mogliśmy zobaczyć na własne oczy.

Pełni nowych doświadczeń, wspólnych wspomnień i – zapewne – z tysiącami kroków zapisanych w telefonach, ruszyliśmy w drogę powrotną. Ta wycieczka po raz kolejny pokazała, że nauka nie musi odbywać się wyłącznie w szkolnej ławce. Wśród gór, lasów i wodospadów zdobywa się wiedzę wyjątkowo dobrze – nawet jeśli następnego dnia o wyprawie przypominały zakwasy.

Serdecznie dziękujemy Fundacji Sanddorf za finansowe wsparcie tej wycieczki.

von Klasa 8b


Rok szkolny 25/26/2026-07-05

Wycieczka w Alpy 2026

Wycieczka w Alpy była niezapomnianym doświadczeniem, podczas którego nie tylko mogliśmy poznać imponujący świat gór, ale także pokonać wiele własnych wyzwań. W ciągu tygodnia zdobyliśmy liczne szczyty, pokonaliśmy wiele kilometrów oraz łącznie około 4600 metrów przewyższenia. Choć niektóre podejścia były wymagające, dzięki wzajemnej motyw...
więcej

von Simon & Josias

Wycieczka w Alpy była niezapomnianym doświadczeniem, podczas którego nie tylko mogliśmy poznać imponujący świat gór, ale także pokonać wiele własnych wyzwań. W ciągu tygodnia zdobyliśmy liczne szczyty, pokonaliśmy wiele kilometrów oraz łącznie około 4600 metrów przewyższenia. Choć niektóre podejścia były wymagające, dzięki wzajemnej motywacji i duchowi zespołowemu udało nam się osiągnąć każdy wyznaczony cel.

Szczególne wrażenie zrobiły na nas przepiękne widoki na góry, doliny i jeziora. Komfortowe zakwaterowanie, smaczne jedzenie oraz piękna pogoda sprawiły, że ten tydzień stał się jeszcze bardziej wyjątkowym przeżyciem. Wspólnie spędzane wieczory, pełne śmiechu i zabawnych chwil, dodatkowo umocniły więzi w naszej grupie. Cała wycieczka była wspaniałym przeżyciem które na długo pozostanie w naszej pamięci.

von Simon & Josias


Rok szkolny 25/26/2026-04-12

Malinowi bohaterowie na polskim targu

Piątek, 26 września 2025 roku, nie był zwykłym dniem szkolnym – klasa 6b wybrała się na przygodę zakupową do Polski. Cel: targ. Misja: warzywa, owoce i oczywiście dobra zabawa.

Już na początku wszędzie można było usłyszeć: „Dzień dobry” i „Ile to kosztuje?” – nasza nauczycielka, pani Kamińska-Bojar, była zachwycona, że próbo...
więcej

von Klasa 6b

Piątek, 26 września 2025 roku, nie był zwykłym dniem szkolnym – klasa 6b wybrała się na przygodę zakupową do Polski. Cel: targ. Misja: warzywa, owoce i oczywiście dobra zabawa.

Już na początku wszędzie można było usłyszeć: „Dzień dobry” i „Ile to kosztuje?” – nasza nauczycielka, pani Kamińska-Bojar, była zachwycona, że próbowaliśmy używać języka polskiego w prawdziwym życiu. A co najlepsze – sprzedawcy naprawdę nas rozumieli.

Pewna miła sprzedawczyni była pod takim wrażeniem naszych umiejętności językowych (a może po prostu naszego uroku), że podarowała nam dwa koszyczki pełne świeżych, pysznych malin. Czuliśmy się jak bohaterowie językowi – a właściwie: malinowi bohaterowie!

Po tak intensywnym treningu języka polskiego pilnie potrzebowaliśmy czegoś słodkiego. Dlatego poszliśmy dalej do piekarni. Pachniało tam tak dobrze, że nikt nie potrafił się oprzeć, więc kupiliśmy dużo pysznych ciastek – czysta energia szczęścia i idealne zakończenie naszego dnia.

Z pełnymi torbami zakupów wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi do szkoły. To był dzień pełen śmiechu, nauki i pysznych niespodzianek.

von Klasa 6b


Rok szkolny 24/25/80-08-15

Wycieczka w Alpy 2025 - Nasz pamiętnik

Dzień 1 – Sobota, 15.06.

Start o 6:12 z dworca w Görlitz, a potem przez Drezno – Hof – Monachium – Innsbruck – Imst do Stillebach w Pitztal – przyjazd o 19:10. Szybko to raczej nie było – tanio, owszem :).


Dzień 2 – Niedziela, 15.06.

St. Leonhard w Pitztal. Jest godzina ...
więcej

von Lena, Agnes, Friederike, Cäcilia, Greta, Johanna & Paye

Dzień 1 – Sobota, 15.06.

Start o 6:12 z dworca w Görlitz, a potem przez Drezno – Hof – Monachium – Innsbruck – Imst do Stillebach w Pitztal – przyjazd o 19:10. Szybko to raczej nie było – tanio, owszem :).


Dzień 2 – Niedziela, 15.06.

St. Leonhard w Pitztal. Jest godzina 7:30, słońce świeci, a Alpy wołają – podobnie jak pan Schnabel na śniadanie. Niestety nie wołał wystarczająco głośno, więc spóźniliśmy się 20 minut. Na szczęście Doris, nasza gospodyni, miała jeszcze wystarczająco dużo jabłek i kromek chleba.

O 9:00 wyruszyliśmy punktualnie – jak to Niemcy – radośnie w drogę. W drodze do Arzler Alm słońce JESZCZE świeciło nam prosto w twarz, ale napotkaliśmy także krowy i cielaki, które zostawiały brązowe placki na łąkach. Po pokonaniu drogi przywitała nas „Doris 2.0”, która godzinę później czekała na nas również na hali.

Tam, ciężko oddychając, napełniliśmy butelki przy studni, przy okazji oblewając się nawzajem kilkoma kroplami. Ponieważ było ciepło, nie miało to większego znaczenia i szybko zasnęliśmy w trawie – dzwonki krów były naszą kołysanką. Po 20 minutach jednak musieliśmy się podnieść, bo szczyt już na nas czekał.

Upał był trochę zbyt uciążliwy i wspinaczka stawała się trudniejsza. Na szczęście po drodze pojawił się lodowcowy strumień, w którym każdy mógł się ochłodzić. Kilka metrów wyżej wreszcie zobaczyliśmy długo wyczekiwany cel: krzyż na szczycie Rappenkopf.

Ku naszemu rozczarowaniu, księga na szczycie była już całkowicie zapełniona. Dlatego wszystkie „wędrowne dziewczyny” podpisały się na osobnej kartce i musiały nawet ułożyć mały wierszyk. Flagi nepalskie pani Götz również znalazły swoje miejsce i rozjaśniły nieco zachmurzone niebo. Po zaledwie 10 minutach spadł na nas pierwszy deszcz. Długa przerwa obiadowa dosłownie poszła w wodę.

W drodze powrotnej do Arzler Alm towarzyszyło nam na szczęście znów słońce. Podzieliliśmy się więc: część została jeszcze trochę na hali, a my – Miri, Zosia i Toni – (głupi pomysł?) postanowiłyśmy zejść już wcześniej.

Trzy dziewczyny same w lesie – czy to mogło się dobrze skończyć? Niestety, nie do końca. Nagle niebo zaczęło grzmieć, chmury gęstniały, a korony drzew poruszały się w rytm wiatru. Ulewny deszcz dał nam wymarzoną kąpiel, choć trochę zbyt wcześnie. Krzycząc, zaczęłyśmy biec w dół. Buty szybko zamieniły się w małe stawy. Wokół błyskało i grzmiało, ale nigdzie nie było widać nic poza lasem i drogą. Droga prowadziła tylko prosto – o powrocie nie było już mowy.

Google Maps twierdziło, że zejście do doliny zajmie nam 1 godzinę i 20 minut. Dzięki adrenalinie dokonałyśmy tego w 30 minut. Kiedy wreszcie zobaczyłyśmy pierwszy dom, pojawiły się też samochody i ludzie – ratunek był pewny. Kamień, który spadł nam wtedy z serca, był największy od bardzo dawna.

Całkowicie przemoczone i drżące z zimna szybko wróciłyśmy do naszej kwatery. Po drodze minęłyśmy padok z małym źrebakiem, zagrodę bawołów i oborę z cielakami. Potem każda z nas oddała się długiemu, gorącemu prysznicowi i krótkiemu odpoczynkowi w łóżku.

O 18:30 Doris czekała już z codziennym 4-daniowym menu: zupa, sałatka, sznycel z frytkami i budyń czekoladowy. Wieczór spędziliśmy na rozmowach w przytulnej izbie. Co za pełen wrażeń dzień – a deszcz wciąż nie przestawał padać!

 

Dzień 3 – Poniedziałek, 16.06.

Było mgliście i wyglądało deszczowo, kiedy opuściliśmy naszą kwaterę. Autobusem pojechaliśmy do sąsiedniej wioski. Stamtąd rozpoczęliśmy wędrówkę szlakiem prowadzącym do schroniska Rüsselsheimer Hütte – około 900 metrów przewyższenia.

Trudno, ale z chęcią poznania Alp, wspinaliśmy się pełni energii i radości, zawsze gęsiego za panem Schnablem. Od czasu do czasu mgła się rozjaśniała, odsłaniając nam przepiękne górskie widoki.

Playlisty z utworami Coldplay, ABBY, Bibi i Tiny oraz wielu innych życzeń muzycznych ciągle nas motywowały. Nawet pan Schnabel był tak poruszony, że włączył latarkę w telefonie i stworzył prawdziwy koncertowy klimat.

Z muzyką i zapierającym dech w piersiach krajobrazem dotarliśmy na górę. Tam czekała najpiękniejsza część dnia: ponad chmurami, z pysznym jedzeniem i wspaniałym towarzystwem – zupełnie sami, bez innych gości. Była gitara, więc wykorzystaliśmy ją, śpiewając głośno i radośnie karaoke. Pan Schnabel i Johanna przejęli główne role i nam akompaniowali.

Powrót był ciężki. Strome podejście w dół stało się teraz naszą zmorą. Ale ten wysiłek został nam osłodzony widokiem dwóch ślicznych świstaków. Patrzyły na nas zaciekawione i nie ruszały się ani o centymetr. Zachwyceni chwilą, zatrzymaliśmy się na krótko.

Na dole przywitały nas przyjazne krowy, które zachwyciły nas swoim pięknym futrem i ufnością. W domu czekała już nasza kochana Doris z pyszną kolacją. Dzień zakończyliśmy krótkim spacerem do pobliskiego stawu z tratwą – i tak pożegnaliśmy kolejny wspaniały dzień.

 

Dzień 4 – Wtorek, 17.06.

Zaczęliśmy dzień trochę zmęczeni. Paye miał od wczorajszej wędrówki ból kolana, ale po tym, jak pani Götz profesjonalnie go okleiła taśmą, a my nacieszyliśmy się pysznym śniadaniem, wyruszyliśmy na szlak. Po krótkiej podróży autobusem ruszyliśmy pieszo górskimi drogami i wspinaliśmy się przez różne błotniste łąki w stronę Mauchele Alm. Tam zrobiliśmy przerwę, wygrzewaliśmy się w słońcu i zajadaliśmy pysznym ciastem, zanim ruszyliśmy wyżej w stronę Brechsee.

Na górze od razu wdrapaliśmy się na skałę w jeziorze, aby zrobić idealne zdjęcie grupowe. W pięknym krajobrazie lodowatego górskiego jeziora Elias wyciągnął też swojego drona, aby zrobić wyjątkowe ujęcia. Po dłuższym odpoczynku zeszliśmy z powrotem do Söllberg Alm. Tam przywitał nas sympatyczny gospodarz Franz, ubrany w tradycyjny austriacki strój.

Przy pysznym Kaiserschmarrn Paye zapytał niespodziewanie, czy gospodarz potrafi jodłować. Wtedy Franz od razu wyjął akordeon i zaczął grać tradycyjne tyrolskie melodie. My natychmiast przyłączyliśmy się pełnym głosem i daliśmy z siebie wszystko podczas jodłowania. Małe ćwiczenie jodłowe dla was: „hol’n Rührei, hol’n Radio.”

Po tej emocjonującej muzycznej chwili i wspólnym zdjęciu z Franzem wyruszyliśmy w drogę powrotną. O 18:00 dotarliśmy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi do pensjonatu, gdzie Doris znowu czekała już z pyszną kolacją. Tym razem poszliśmy spać wcześniej, aby zebrać siły na jutrzejszą wędrówkę.


Dzień 5 – Środa, 18.06.

Piąty dzień był zdecydowanie najtrudniejszy – choćby dlatego, że śniadanie mieliśmy już o 6:45 (o rany!). Z piosenką „Paul i jego koń” wciąż w uszach pojechaliśmy autobusem do Mittelberg. Stamtąd ruszyliśmy w stronę schroniska Braunschweiger Hütte, choć z dołu wcale nie wyglądało, jakby dało się je osiągnąć.

Najpierw szliśmy w cieniu doliny, gdzie spotkały nas pasące się konie i krowy. Po kilku pieszczotach wspięliśmy się wąską ścieżką wzdłuż wodospadu. Słońce, które na początku przyjemnie grzało, szybko stało się naszym przekleństwem – smarowaliśmy się więc kremem z filtrem i zakładaliśmy kapelusze i okulary przeciwsłoneczne.

Podziwiając świstaki, wspinaliśmy się po mniejszych i większych skałach, aż dotarliśmy do (nieośnieżonej!) trasy narciarskiej. Stromym podejściem weszliśmy wyżej i mogliśmy już zobaczyć (brudny) lodowiec. Ostatni odcinek – kamienista ścieżka – wymagał pełnej koncentracji, ale doprowadził nas w końcu do schroniska.

Na górze najpierw rozkoszowaliśmy się pysznym jedzeniem – naprawdę wartym polecenia. Wzmocnieni ruszyliśmy z nepalskim przewodnikiem górskim, Macchindrą, na Karleskopf. Tam, razem z panią Götz, wprowadził nas w nepalską tradycję, w której życzy się światu pokoju.

W drodze powrotnej pani Koch niespodziewanie zaczęła nas obrzucać śnieżkami – przecież regulamin szkolny tu nie obowiązywał 🙂. Cała scena była dodatkowo okraszona piosenką „Chcesz ulepić bałwana?” z filmu "Frozen".

Z tym refrenem w głowie poradziliśmy sobie z trudnym zejściem. Im niżej schodziliśmy, tym było goręcej – niestety. W upale czekaliśmy na autobus, który na szczęście zawiózł nas prosto na kolację. Nasza kochana Doris przygotowała wyśmienite curry warzywne, które od razu pochłonęliśmy.

Pełni pięknych wrażeń, ale bardzo zmęczeni, od razu padliśmy do łóżek.

 

Dzień 6 – Czwartek, 19.06.

Z melancholią rozpoczęliśmy ostatni dzień wędrówki. Celem był Rifflsee. Po drodze ktoś dostał krwotoku z nosa, co dało nam „niestety” nieco dłuższą przerwę.

Jako wytrenowani wędrowcy pokonaliśmy 600 metrów przewyższenia niemal w locie. Na górze położyliśmy się na łące na krótki odpoczynek – tylko po to, by dowiedzieć się, że jezioro jest jeszcze 10 minut dalej. Na miejscu, przy malowniczym turkusowym Rifflsee, urządziliśmy kolejną dłuższą przerwę: zjedliśmy drugie śniadanie, moczyliśmy nogi w wodzie i obserwowaliśmy ryby.

Ponieważ było tam zbyt pięknie, by tak szybko odejść, przedłużyliśmy pauzę o kolejne pół godziny i wygrzewaliśmy się na górskiej łące.

Podczas zejścia głaskaliśmy osły, konie i krowy pasące się na hali. W Taschachalm kupiliśmy nagradzany ser i oczywiście zjedliśmy (znowu). Z głośników znów popłynęła piosenka „Paul i jego koń”, więc nie mogliśmy się powstrzymać od wspólnego śpiewu.

Powrót odbył się już samodzielnie – pieszo albo autobusem. Wszyscy dotarli i mogli wykonać codzienny rytuał Kneippa.

Na kolację Doris podała Kaiserschmarrn, który pochłanialiśmy, jakby jutra miało nie być (a w sumie go nie było ☹). Wieczór wypełniła kultura: tańce, joga górska, gry, zagadki i wspomnienia. Ponieważ następnego dnia czekała nas tylko podróż pociągiem, niektórzy nie uznali za konieczne wcześnie się kłaść. Patrzyli długo w rozgwieżdżone niebo.

Następnego dnia czekał nas nieunikniony powrót – z jednym okiem śmiejącym się, a drugim zapłakanym. Jak mówi nasz własny wiersz z wędrówki:

„Przez lasy i przez kamienie,
to tylko wolności spełnienie.
W zachwycie patrzymy w dal,
bo wędrować to nasz życiowy cel.”

 

Dzień 7 – Piątek, 20.06.

Powrót do domu – równie długi jak podróż w tamtą stronę. I tak o 22:48, wjazdem na dworzec w Görlitz zakończyła się alpejska wyprawa 2025.

 

von Lena, Agnes, Friederike, Cäcilia, Greta, Johanna & Paye


Rok szkolny 24/25/2025-07-28

Wycieczka klasy 10b do Gdańska - miasta wolności

Poniedziałek, 16.06.

Przed wyborem celu wycieczki mieliśmy do dyspozycji dwie możliwości: samodzielnie zorganizowanz wyjazd do dowolnego miejsca lub gotową ofertę wycieczki do Gdańska lub Krakowa. Po konsultacjach z nauczycielami, między sobą i na podstawie rekomendacji starszych znajomych, nasza klasa zdecydowała się na wyjazd na północ....
więcej

von Charlotte, Maja, Martha, Emil, Willy

Poniedziałek, 16.06.

Przed wyborem celu wycieczki mieliśmy do dyspozycji dwie możliwości: samodzielnie zorganizowanz wyjazd do dowolnego miejsca lub gotową ofertę wycieczki do Gdańska lub Krakowa. Po konsultacjach z nauczycielami, między sobą i na podstawie rekomendacji starszych znajomych, nasza klasa zdecydowała się na wyjazd na północ. Z powodu tych rekomendacji oraz dużego zainteresowania Gdańskiem wiele osób nie mogło się doczekać wyjazdu.

Gdańsk odgrywał ważną rolę handlową już w średniowieczu i renesansie. Już w 1361 roku, jako część Państwa Zakonu Krzyżackiego, został członkiem Hanzy. Również później, będąc częścią Prus Królewskich pod panowaniem Polski, pozostał ważnym ośrodkiem - przede wszystkim jako jedyny polski port zamorski.

Po ponad stuletnich rządach niemiecko-pruskich wybuchł I wojna światowa. W jej wyniku Gdańsk stał się Wolnym Miastem, niezależnym od Polski i Niemiec. W 1939 roku rozpocząła się II wojna światowa od nazistowskiego ataku na Półwysep Westerplatte w Gdańsku.

Także po wojnie, gdy Gdańsk z nową ludnością stał się częścią odrodzonego państwa polskiego, zachował swoje znaczenie gospodarcze. Znajduje się tu jeden z największych portów Polski oraz przez wiele lat najważniejszy zakład przemysłowy w kraju - Stocznia Gdańska. W tej stoczni narodził się również polski ruch wolnościowy Solidarność.

Nasza klasa rozpoczęła ostatnią wspólną wycieczkę klasową o godzinie 8:00 wyjazdem do Gdańska. Po zaledwie kilku przerwach dotarliśmy do hotelu około godziny 17:00. Każdy urządził się w swoim pokoju. O godzinie 19:00 spotkaliśmy się na wspólnej kolacji. Po posiłku część uczniów wróciła do pokoi, inni wybrali się jeszcze na krótki spacer do sklepu "Żabki". O godzinie 22:00 nauczyciele przekazali nam najważniejsze informacje dotyczące kolejnego dnia i życzyli dobrej nocy.


Wtorek, 17.06.

We wtorek spędziliśmy cały dzień w historycznym centrum Gdańska. Po śniadaniu pojechaliśmy autobusem do centrum miasta i rozpoczęliśmy zwiedzanie od Domu Uphagena – imponującej kamienicy z XVIII wieku, która dała nam wgląd w życie zamożnej kupieckiej rodziny tamtych czasów. Następnie przeszliśmy się słynną ulicą Długą, gdzie mogliśmy podziwiać liczne odrestaurowane kamienice z pięknie zdobionymi fasadami. Zobaczyliśmy między innymi Długi Targ z fontanną Neptuna oraz okazały Ratusz Głównego Miasta.

Po zwiedzaniu wzięliśmy udział w ciekawej grze miejskiej, podczas której w małych grupach rozwiązywaliśmy zadania i odkrywaliśmy ukryte zakątki Starego Miasta. Dzięki temu w interaktywny sposób poszerzyliśmy swoją wiedzę i mogliśmy lepiej poznać miasto. Szczególną frajdę sprawiało nam rozmawianie z przechodniami czy odnajdywanie historycznych detali, które łatwo przeoczyć.

W ciągu dnia podziwialiśmy również inne zabytki, takie jak Złota Brama, Brama Zielona czy Żuraw – jeden z symboli miasta. Duże wrażenie zrobiła na nas także Bazylika Mariacka – jedna z największych ceglanych świątyń na świecie, zachwycająca swoją wielkością i prostotą wnętrza. Atmosfera miasta położonego nad Motławą była jednocześnie żywa i pełna historii.

Szczególnie uderzające było to, jak dobrze odrestaurowano i zadbano o gdańskie Stare Miasto – mimo niemal całkowitego zniszczenia podczas II wojny światowej. Spacerując ulicą Długą, można było niemal poczuć ducha dawnych czasów. Wspaniałe kamienice, bogato zdobione fasady i wąskie uliczki ukazywały, jak ważnym ośrodkiem handlowym był niegdyś Gdańsk.

Dzięki swojemu położeniu nad Bałtykiem oraz dostępowi do Motławy i Wisły, Gdańsk już w średniowieczu rozwinął się w ważny punkt handlowy między Wschodem a Zachodem. Jako członek Hanzy przez wiele stuleci odgrywał istotną rolę gospodarczą – a ten dawny dobrobyt widoczny jest do dziś w architekturze i zabytkach miasta. Dla nas było to fascynujące doświadczenie, zobaczyć, jak historia, kultura i nowoczesność spotykają się w jednym miejscu. Gdańsk to nie tylko piękne miasto turystyczne, ale też miejsce o wielkim znaczeniu historycznym, które można naprawdę odczuć na własnej skórze.

 

Środa, 18.06.

W środę przeżyliśmy kolejny ekscytujący dzień naszej wycieczki klasowej w Gdańsku. Rano spotkaliśmy się z naszą przewodniczką przy Europejskim Centrum Solidarności, które znajduje się tuż obok historycznej bramy dawnej Stoczni Gdańskiej. Zostało otwarte w 2014 roku i jest muzeum oraz centrum edukacyjnym, które dokumentuje historię ruchu Solidarność oraz pokojowych ruchów wolnościowych w Europie Środkowej i Wschodniej. Multimedialna wystawa robi wrażenie dzięki oryginalnym eksponatom, relacjom świadków i interaktywnym stanowiskom. Sama architektura budynku przykuwa uwagę - jego forma przypomina statek, co jest symbolem stoczniowców i ich walki o wolność. Zwiedzanie było wprawdzie dość długie i momentami męczące, ale ogólnie bardzo ciekawe i poruszające. Szczególne wrażenie zrobiła historia strajku pracowniczego z lat 80., który rozpoczął się właśnie w Stoczni Gdańskiej. Cała wizyta skłoniła do refleksji nad dążeniem do sprawiedliwości i społecznej solidarności.

Po południu pojechaliśmy do Sopotu na plażę. Całe popołudnie mieliśmy czas wolny. Wielu z nas spędziło czas na plaży lub spacerowało wzdłuż promenady. Sopot to popularny kurort nad Morzem Bałtyckim i część tzw. Trójmiasta (Gdańsk-Sopot-Gdynia). Szczególnie znane jest sopockie molo - najdłuższe drewniane molo w Europie. Oprócz szerokiej, piaszczystej plaży, miasto oferuje liczne kawiarnie, restauracje i butiki przy tętniącej życiem ulicy Bohaterów Monte Cassino.

Wieczorem poszliśmy jeszcze raz wspólnie na kolację, a następnie wróciliśmy autobusem do hotelu.


Czwartek, 19.06.

Rankiem 19 czerwca 2025 roku pojechaliśmy autobusem na Westerplatte, półwysep w Gdańsku. Na miejscu dowiedzieliśmy się więcej o geologicznym pochodzeniu półwyspu, a następnie zwiedziliśmy ruiny z czasów II wojny światowej. Nasza przewodniczka, która towarzyszyła nam już od dwóch dni, opowiedziała o historycznym znaczeniu Westerplatte i początku II wojny światowej w Europie.

1 września 1939 roku o godzinie 4:45 niemiecki okręt wojenny Schleswig-Holstein otworzył ogień. Wcześniej wpłynął do portu pod pozorem pokojowej wizyty i przewoził jedynie kandydatów na oficerów - w rzeczywistości jednak na pokładzie było około 300 żołnierzy Wehrmachtu, którzy mieli zaatakować Westerplatte od strony lądu. Ostrzał polskich magazynów amunicji był pierwszym aktem wojennym II wojny światowej. Mimo przewagi liczebnej przeciwnika - do obrony było tylko 88 polskich żołnierzy pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego - obrońcy stawiali zaciekły opór przez siedem dni wobec ataków z wody, lądu i powietrza. Dopiero 7 września musieli się poddać. Ich odwaga stała się w całej Polsce symbolem oporu wobec nazistowskiej napaści. Dziś na Westerplatte stoi wielki pomnik z symbolicznymi grobami poległych polskich żołnierzy, upamiętniający ten historyczny moment.

Następnie pojechaliśmy z powrotem do Gdańska, do budynku Poczty Polskiej. Również tutaj widać ady niemieckiej agresji. Przewodniczka wyjaśniła nam, że była to wówczas Poczta Polska w Wolnym Mieście Gdańsku. 1 września 1939 roku niemieckie oddziały zaatakowały ten budynek, który dzielnie broniony był przez około 50 polskich pocztowców i ochotników. Stawiali opór wobec dobrze uzbrojonych oddziałów Wehrmachtu, policji i SS. Walka trwała około 14 godzin. Po południu, gdy czołgi zajęły front budynku i dalsza obrona nie była możliwa, dyrektor poczty dr Jan Michoń próbował wyjść z białą flagą. Został jednak natychmiast zastrzelony. Wkrótce potem druga osoba z białą flagą została brutalnie zabita miotaczem ognia. Po tym okrutnym ataku pozostali obrońcy nie widzieli już możliwości dalszego oporu i poddali się. Większość z nich została później skazana na śmierć i rozstrzelana przez niemieckich okupantów.

Dziś w budynku mieści się muzeum, które obecnie jest w przebudowie. Na dziedzińcu stoi pomnik upamiętniający rozstrzelanych obrońców Poczty. Przed budynkiem znajduje się inny pomnik - przedstawia umierającego polskiego żołnierza przekazującego swoją broń bogini Nike, podczas gdy nad nim przelatują gołębie pocztowe. Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku, podobnie jak Westerplatte, do dziś uważana jest za wyjątkowy przykład odwagi, poświęcenia i nierównej walki z nazistowską agresją.

Piątek, 20.06.

Poranek 20 czerwca, a więc ostatniego dnia naszej wycieczki, rozpoczął się wcześniej niż w poprzednie dni. Ponieważ już o godzinie 9:00 mieliśmy zwiedzać zamek w Malborku, musieliśmy wymeldować się z hotelu już o 7:35. Gdy wszystkie walizki zostały punktualnie zapakowane do przyczepy autobusu, wyruszyliśmy w około godzinną podróż do Malborka.

Zamek w Malborku został wybudowany w XIII wieku przez Zakon Krzyżacki jako twierdza i siedziba wielkiego mistrza zakonu. Jest to największy zamek na świecie pod względem powierzchni i jedno z najważniejszych dzieł architektury gotyckiej w Europie. Wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1997 roku. Przez wieki pełnił funkcje militarne, administracyjne i religijne. Obecnie zamek jest jednym z najczęściej odwiedzanych muzeów w Polsce i symbolem historii regionu.

Na miejscu otrzymaliśmy audioprzewodniki w języku polskim i niemieckim, które niemal bezbłędnie prowadziły nas przez zamek. Przez około dwie godziny zwiedzaliśmy zespół zamkowy i dowiedzieliśmy się wiele o gotyckiej architekturze, historii Niemiec i Polski oraz codziennym życiu braci z Zakonu Krzyżackiego. Oglądaliśmy także wystawy poświęcone bursztynowi, broni orientalnej i produkcji witraży.

Zwiedzanie zakończyło się nieco wcześniej niż planowano. Gdy wszyscy dotarli na miejsce zbórki, mogliśmy - oczywiście nie zapominając o wspólnym zdjęciu klasowym - rozpocząć podróż powrotną. Po kilku przystankach dotarliśmy bez przeszkód do Görlitz, gdzie czekali już na nas rodzice.

Tak zakończyła się nasza ostatnia wspólna wycieczka klasowa.

Dziękujemy fundacji Sanddorf za dofinansowanie naszego wyjazdu klasowego.

von Charlotte, Maja, Martha, Emil, Willy