Suche | DE PL | Kontakt
Rok szkolny 24/25/80-02-18

Wycieczka w Alpy 2025 - Nasz pamiętnik

Dzień 1 – Sobota, 15.06.

Start o 6:12 z dworca w Görlitz, a potem przez Drezno – Hof – Monachium – Innsbruck – Imst do Stillebach w Pitztal – przyjazd o 19:10. Szybko to raczej nie było – tanio, owszem :).


Dzień 2 – Niedziela, 15.06.

St. Leonhard w Pitztal. Jest godzina ...
więcej

von Lena, Agnes, Friederike, Cäcilia, Greta, Johanna & Paye

Dzień 1 – Sobota, 15.06.

Start o 6:12 z dworca w Görlitz, a potem przez Drezno – Hof – Monachium – Innsbruck – Imst do Stillebach w Pitztal – przyjazd o 19:10. Szybko to raczej nie było – tanio, owszem :).


Dzień 2 – Niedziela, 15.06.

St. Leonhard w Pitztal. Jest godzina 7:30, słońce świeci, a Alpy wołają – podobnie jak pan Schnabel na śniadanie. Niestety nie wołał wystarczająco głośno, więc spóźniliśmy się 20 minut. Na szczęście Doris, nasza gospodyni, miała jeszcze wystarczająco dużo jabłek i kromek chleba.

O 9:00 wyruszyliśmy punktualnie – jak to Niemcy – radośnie w drogę. W drodze do Arzler Alm słońce JESZCZE świeciło nam prosto w twarz, ale napotkaliśmy także krowy i cielaki, które zostawiały brązowe placki na łąkach. Po pokonaniu drogi przywitała nas „Doris 2.0”, która godzinę później czekała na nas również na hali.

Tam, ciężko oddychając, napełniliśmy butelki przy studni, przy okazji oblewając się nawzajem kilkoma kroplami. Ponieważ było ciepło, nie miało to większego znaczenia i szybko zasnęliśmy w trawie – dzwonki krów były naszą kołysanką. Po 20 minutach jednak musieliśmy się podnieść, bo szczyt już na nas czekał.

Upał był trochę zbyt uciążliwy i wspinaczka stawała się trudniejsza. Na szczęście po drodze pojawił się lodowcowy strumień, w którym każdy mógł się ochłodzić. Kilka metrów wyżej wreszcie zobaczyliśmy długo wyczekiwany cel: krzyż na szczycie Rappenkopf.

Ku naszemu rozczarowaniu, księga na szczycie była już całkowicie zapełniona. Dlatego wszystkie „wędrowne dziewczyny” podpisały się na osobnej kartce i musiały nawet ułożyć mały wierszyk. Flagi nepalskie pani Götz również znalazły swoje miejsce i rozjaśniły nieco zachmurzone niebo. Po zaledwie 10 minutach spadł na nas pierwszy deszcz. Długa przerwa obiadowa dosłownie poszła w wodę.

W drodze powrotnej do Arzler Alm towarzyszyło nam na szczęście znów słońce. Podzieliliśmy się więc: część została jeszcze trochę na hali, a my – Miri, Zosia i Toni – (głupi pomysł?) postanowiłyśmy zejść już wcześniej.

Trzy dziewczyny same w lesie – czy to mogło się dobrze skończyć? Niestety, nie do końca. Nagle niebo zaczęło grzmieć, chmury gęstniały, a korony drzew poruszały się w rytm wiatru. Ulewny deszcz dał nam wymarzoną kąpiel, choć trochę zbyt wcześnie. Krzycząc, zaczęłyśmy biec w dół. Buty szybko zamieniły się w małe stawy. Wokół błyskało i grzmiało, ale nigdzie nie było widać nic poza lasem i drogą. Droga prowadziła tylko prosto – o powrocie nie było już mowy.

Google Maps twierdziło, że zejście do doliny zajmie nam 1 godzinę i 20 minut. Dzięki adrenalinie dokonałyśmy tego w 30 minut. Kiedy wreszcie zobaczyłyśmy pierwszy dom, pojawiły się też samochody i ludzie – ratunek był pewny. Kamień, który spadł nam wtedy z serca, był największy od bardzo dawna.

Całkowicie przemoczone i drżące z zimna szybko wróciłyśmy do naszej kwatery. Po drodze minęłyśmy padok z małym źrebakiem, zagrodę bawołów i oborę z cielakami. Potem każda z nas oddała się długiemu, gorącemu prysznicowi i krótkiemu odpoczynkowi w łóżku.

O 18:30 Doris czekała już z codziennym 4-daniowym menu: zupa, sałatka, sznycel z frytkami i budyń czekoladowy. Wieczór spędziliśmy na rozmowach w przytulnej izbie. Co za pełen wrażeń dzień – a deszcz wciąż nie przestawał padać!

 

Dzień 3 – Poniedziałek, 16.06.

Było mgliście i wyglądało deszczowo, kiedy opuściliśmy naszą kwaterę. Autobusem pojechaliśmy do sąsiedniej wioski. Stamtąd rozpoczęliśmy wędrówkę szlakiem prowadzącym do schroniska Rüsselsheimer Hütte – około 900 metrów przewyższenia.

Trudno, ale z chęcią poznania Alp, wspinaliśmy się pełni energii i radości, zawsze gęsiego za panem Schnablem. Od czasu do czasu mgła się rozjaśniała, odsłaniając nam przepiękne górskie widoki.

Playlisty z utworami Coldplay, ABBY, Bibi i Tiny oraz wielu innych życzeń muzycznych ciągle nas motywowały. Nawet pan Schnabel był tak poruszony, że włączył latarkę w telefonie i stworzył prawdziwy koncertowy klimat.

Z muzyką i zapierającym dech w piersiach krajobrazem dotarliśmy na górę. Tam czekała najpiękniejsza część dnia: ponad chmurami, z pysznym jedzeniem i wspaniałym towarzystwem – zupełnie sami, bez innych gości. Była gitara, więc wykorzystaliśmy ją, śpiewając głośno i radośnie karaoke. Pan Schnabel i Johanna przejęli główne role i nam akompaniowali.

Powrót był ciężki. Strome podejście w dół stało się teraz naszą zmorą. Ale ten wysiłek został nam osłodzony widokiem dwóch ślicznych świstaków. Patrzyły na nas zaciekawione i nie ruszały się ani o centymetr. Zachwyceni chwilą, zatrzymaliśmy się na krótko.

Na dole przywitały nas przyjazne krowy, które zachwyciły nas swoim pięknym futrem i ufnością. W domu czekała już nasza kochana Doris z pyszną kolacją. Dzień zakończyliśmy krótkim spacerem do pobliskiego stawu z tratwą – i tak pożegnaliśmy kolejny wspaniały dzień.

 

Dzień 4 – Wtorek, 17.06.

Zaczęliśmy dzień trochę zmęczeni. Paye miał od wczorajszej wędrówki ból kolana, ale po tym, jak pani Götz profesjonalnie go okleiła taśmą, a my nacieszyliśmy się pysznym śniadaniem, wyruszyliśmy na szlak. Po krótkiej podróży autobusem ruszyliśmy pieszo górskimi drogami i wspinaliśmy się przez różne błotniste łąki w stronę Mauchele Alm. Tam zrobiliśmy przerwę, wygrzewaliśmy się w słońcu i zajadaliśmy pysznym ciastem, zanim ruszyliśmy wyżej w stronę Brechsee.

Na górze od razu wdrapaliśmy się na skałę w jeziorze, aby zrobić idealne zdjęcie grupowe. W pięknym krajobrazie lodowatego górskiego jeziora Elias wyciągnął też swojego drona, aby zrobić wyjątkowe ujęcia. Po dłuższym odpoczynku zeszliśmy z powrotem do Söllberg Alm. Tam przywitał nas sympatyczny gospodarz Franz, ubrany w tradycyjny austriacki strój.

Przy pysznym Kaiserschmarrn Paye zapytał niespodziewanie, czy gospodarz potrafi jodłować. Wtedy Franz od razu wyjął akordeon i zaczął grać tradycyjne tyrolskie melodie. My natychmiast przyłączyliśmy się pełnym głosem i daliśmy z siebie wszystko podczas jodłowania. Małe ćwiczenie jodłowe dla was: „hol’n Rührei, hol’n Radio.”

Po tej emocjonującej muzycznej chwili i wspólnym zdjęciu z Franzem wyruszyliśmy w drogę powrotną. O 18:00 dotarliśmy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi do pensjonatu, gdzie Doris znowu czekała już z pyszną kolacją. Tym razem poszliśmy spać wcześniej, aby zebrać siły na jutrzejszą wędrówkę.


Dzień 5 – Środa, 18.06.

Piąty dzień był zdecydowanie najtrudniejszy – choćby dlatego, że śniadanie mieliśmy już o 6:45 (o rany!). Z piosenką „Paul i jego koń” wciąż w uszach pojechaliśmy autobusem do Mittelberg. Stamtąd ruszyliśmy w stronę schroniska Braunschweiger Hütte, choć z dołu wcale nie wyglądało, jakby dało się je osiągnąć.

Najpierw szliśmy w cieniu doliny, gdzie spotkały nas pasące się konie i krowy. Po kilku pieszczotach wspięliśmy się wąską ścieżką wzdłuż wodospadu. Słońce, które na początku przyjemnie grzało, szybko stało się naszym przekleństwem – smarowaliśmy się więc kremem z filtrem i zakładaliśmy kapelusze i okulary przeciwsłoneczne.

Podziwiając świstaki, wspinaliśmy się po mniejszych i większych skałach, aż dotarliśmy do (nieośnieżonej!) trasy narciarskiej. Stromym podejściem weszliśmy wyżej i mogliśmy już zobaczyć (brudny) lodowiec. Ostatni odcinek – kamienista ścieżka – wymagał pełnej koncentracji, ale doprowadził nas w końcu do schroniska.

Na górze najpierw rozkoszowaliśmy się pysznym jedzeniem – naprawdę wartym polecenia. Wzmocnieni ruszyliśmy z nepalskim przewodnikiem górskim, Macchindrą, na Karleskopf. Tam, razem z panią Götz, wprowadził nas w nepalską tradycję, w której życzy się światu pokoju.

W drodze powrotnej pani Koch niespodziewanie zaczęła nas obrzucać śnieżkami – przecież regulamin szkolny tu nie obowiązywał 🙂. Cała scena była dodatkowo okraszona piosenką „Chcesz ulepić bałwana?” z filmu "Frozen".

Z tym refrenem w głowie poradziliśmy sobie z trudnym zejściem. Im niżej schodziliśmy, tym było goręcej – niestety. W upale czekaliśmy na autobus, który na szczęście zawiózł nas prosto na kolację. Nasza kochana Doris przygotowała wyśmienite curry warzywne, które od razu pochłonęliśmy.

Pełni pięknych wrażeń, ale bardzo zmęczeni, od razu padliśmy do łóżek.

 

Dzień 6 – Czwartek, 19.06.

Z melancholią rozpoczęliśmy ostatni dzień wędrówki. Celem był Rifflsee. Po drodze ktoś dostał krwotoku z nosa, co dało nam „niestety” nieco dłuższą przerwę.

Jako wytrenowani wędrowcy pokonaliśmy 600 metrów przewyższenia niemal w locie. Na górze położyliśmy się na łące na krótki odpoczynek – tylko po to, by dowiedzieć się, że jezioro jest jeszcze 10 minut dalej. Na miejscu, przy malowniczym turkusowym Rifflsee, urządziliśmy kolejną dłuższą przerwę: zjedliśmy drugie śniadanie, moczyliśmy nogi w wodzie i obserwowaliśmy ryby.

Ponieważ było tam zbyt pięknie, by tak szybko odejść, przedłużyliśmy pauzę o kolejne pół godziny i wygrzewaliśmy się na górskiej łące.

Podczas zejścia głaskaliśmy osły, konie i krowy pasące się na hali. W Taschachalm kupiliśmy nagradzany ser i oczywiście zjedliśmy (znowu). Z głośników znów popłynęła piosenka „Paul i jego koń”, więc nie mogliśmy się powstrzymać od wspólnego śpiewu.

Powrót odbył się już samodzielnie – pieszo albo autobusem. Wszyscy dotarli i mogli wykonać codzienny rytuał Kneippa.

Na kolację Doris podała Kaiserschmarrn, który pochłanialiśmy, jakby jutra miało nie być (a w sumie go nie było ☹). Wieczór wypełniła kultura: tańce, joga górska, gry, zagadki i wspomnienia. Ponieważ następnego dnia czekała nas tylko podróż pociągiem, niektórzy nie uznali za konieczne wcześnie się kłaść. Patrzyli długo w rozgwieżdżone niebo.

Następnego dnia czekał nas nieunikniony powrót – z jednym okiem śmiejącym się, a drugim zapłakanym. Jak mówi nasz własny wiersz z wędrówki:

„Przez lasy i przez kamienie,
to tylko wolności spełnienie.
W zachwycie patrzymy w dal,
bo wędrować to nasz życiowy cel.”

 

Dzień 7 – Piątek, 20.06.

Powrót do domu – równie długi jak podróż w tamtą stronę. I tak o 22:48, wjazdem na dworzec w Görlitz zakończyła się alpejska wyprawa 2025.

 

von Lena, Agnes, Friederike, Cäcilia, Greta, Johanna & Paye


Rok szkolny 24/25/2025-07-28

Wycieczka klasy 10b do Gdańska - miasta wolności

Poniedziałek, 16.06.

Przed wyborem celu wycieczki mieliśmy do dyspozycji dwie możliwości: samodzielnie zorganizowanz wyjazd do dowolnego miejsca lub gotową ofertę wycieczki do Gdańska lub Krakowa. Po konsultacjach z nauczycielami, między sobą i na podstawie rekomendacji starszych znajomych, nasza klasa zdecydowała się na wyjazd na północ....
więcej

von Charlotte, Maja, Martha, Emil, Willy

Poniedziałek, 16.06.

Przed wyborem celu wycieczki mieliśmy do dyspozycji dwie możliwości: samodzielnie zorganizowanz wyjazd do dowolnego miejsca lub gotową ofertę wycieczki do Gdańska lub Krakowa. Po konsultacjach z nauczycielami, między sobą i na podstawie rekomendacji starszych znajomych, nasza klasa zdecydowała się na wyjazd na północ. Z powodu tych rekomendacji oraz dużego zainteresowania Gdańskiem wiele osób nie mogło się doczekać wyjazdu.

Gdańsk odgrywał ważną rolę handlową już w średniowieczu i renesansie. Już w 1361 roku, jako część Państwa Zakonu Krzyżackiego, został członkiem Hanzy. Również później, będąc częścią Prus Królewskich pod panowaniem Polski, pozostał ważnym ośrodkiem - przede wszystkim jako jedyny polski port zamorski.

Po ponad stuletnich rządach niemiecko-pruskich wybuchł I wojna światowa. W jej wyniku Gdańsk stał się Wolnym Miastem, niezależnym od Polski i Niemiec. W 1939 roku rozpocząła się II wojna światowa od nazistowskiego ataku na Półwysep Westerplatte w Gdańsku.

Także po wojnie, gdy Gdańsk z nową ludnością stał się częścią odrodzonego państwa polskiego, zachował swoje znaczenie gospodarcze. Znajduje się tu jeden z największych portów Polski oraz przez wiele lat najważniejszy zakład przemysłowy w kraju - Stocznia Gdańska. W tej stoczni narodził się również polski ruch wolnościowy Solidarność.

Nasza klasa rozpoczęła ostatnią wspólną wycieczkę klasową o godzinie 8:00 wyjazdem do Gdańska. Po zaledwie kilku przerwach dotarliśmy do hotelu około godziny 17:00. Każdy urządził się w swoim pokoju. O godzinie 19:00 spotkaliśmy się na wspólnej kolacji. Po posiłku część uczniów wróciła do pokoi, inni wybrali się jeszcze na krótki spacer do sklepu "Żabki". O godzinie 22:00 nauczyciele przekazali nam najważniejsze informacje dotyczące kolejnego dnia i życzyli dobrej nocy.


Wtorek, 17.06.

We wtorek spędziliśmy cały dzień w historycznym centrum Gdańska. Po śniadaniu pojechaliśmy autobusem do centrum miasta i rozpoczęliśmy zwiedzanie od Domu Uphagena – imponującej kamienicy z XVIII wieku, która dała nam wgląd w życie zamożnej kupieckiej rodziny tamtych czasów. Następnie przeszliśmy się słynną ulicą Długą, gdzie mogliśmy podziwiać liczne odrestaurowane kamienice z pięknie zdobionymi fasadami. Zobaczyliśmy między innymi Długi Targ z fontanną Neptuna oraz okazały Ratusz Głównego Miasta.

Po zwiedzaniu wzięliśmy udział w ciekawej grze miejskiej, podczas której w małych grupach rozwiązywaliśmy zadania i odkrywaliśmy ukryte zakątki Starego Miasta. Dzięki temu w interaktywny sposób poszerzyliśmy swoją wiedzę i mogliśmy lepiej poznać miasto. Szczególną frajdę sprawiało nam rozmawianie z przechodniami czy odnajdywanie historycznych detali, które łatwo przeoczyć.

W ciągu dnia podziwialiśmy również inne zabytki, takie jak Złota Brama, Brama Zielona czy Żuraw – jeden z symboli miasta. Duże wrażenie zrobiła na nas także Bazylika Mariacka – jedna z największych ceglanych świątyń na świecie, zachwycająca swoją wielkością i prostotą wnętrza. Atmosfera miasta położonego nad Motławą była jednocześnie żywa i pełna historii.

Szczególnie uderzające było to, jak dobrze odrestaurowano i zadbano o gdańskie Stare Miasto – mimo niemal całkowitego zniszczenia podczas II wojny światowej. Spacerując ulicą Długą, można było niemal poczuć ducha dawnych czasów. Wspaniałe kamienice, bogato zdobione fasady i wąskie uliczki ukazywały, jak ważnym ośrodkiem handlowym był niegdyś Gdańsk.

Dzięki swojemu położeniu nad Bałtykiem oraz dostępowi do Motławy i Wisły, Gdańsk już w średniowieczu rozwinął się w ważny punkt handlowy między Wschodem a Zachodem. Jako członek Hanzy przez wiele stuleci odgrywał istotną rolę gospodarczą – a ten dawny dobrobyt widoczny jest do dziś w architekturze i zabytkach miasta. Dla nas było to fascynujące doświadczenie, zobaczyć, jak historia, kultura i nowoczesność spotykają się w jednym miejscu. Gdańsk to nie tylko piękne miasto turystyczne, ale też miejsce o wielkim znaczeniu historycznym, które można naprawdę odczuć na własnej skórze.

 

Środa, 18.06.

W środę przeżyliśmy kolejny ekscytujący dzień naszej wycieczki klasowej w Gdańsku. Rano spotkaliśmy się z naszą przewodniczką przy Europejskim Centrum Solidarności, które znajduje się tuż obok historycznej bramy dawnej Stoczni Gdańskiej. Zostało otwarte w 2014 roku i jest muzeum oraz centrum edukacyjnym, które dokumentuje historię ruchu Solidarność oraz pokojowych ruchów wolnościowych w Europie Środkowej i Wschodniej. Multimedialna wystawa robi wrażenie dzięki oryginalnym eksponatom, relacjom świadków i interaktywnym stanowiskom. Sama architektura budynku przykuwa uwagę - jego forma przypomina statek, co jest symbolem stoczniowców i ich walki o wolność. Zwiedzanie było wprawdzie dość długie i momentami męczące, ale ogólnie bardzo ciekawe i poruszające. Szczególne wrażenie zrobiła historia strajku pracowniczego z lat 80., który rozpoczął się właśnie w Stoczni Gdańskiej. Cała wizyta skłoniła do refleksji nad dążeniem do sprawiedliwości i społecznej solidarności.

Po południu pojechaliśmy do Sopotu na plażę. Całe popołudnie mieliśmy czas wolny. Wielu z nas spędziło czas na plaży lub spacerowało wzdłuż promenady. Sopot to popularny kurort nad Morzem Bałtyckim i część tzw. Trójmiasta (Gdańsk-Sopot-Gdynia). Szczególnie znane jest sopockie molo - najdłuższe drewniane molo w Europie. Oprócz szerokiej, piaszczystej plaży, miasto oferuje liczne kawiarnie, restauracje i butiki przy tętniącej życiem ulicy Bohaterów Monte Cassino.

Wieczorem poszliśmy jeszcze raz wspólnie na kolację, a następnie wróciliśmy autobusem do hotelu.


Czwartek, 19.06.

Rankiem 19 czerwca 2025 roku pojechaliśmy autobusem na Westerplatte, półwysep w Gdańsku. Na miejscu dowiedzieliśmy się więcej o geologicznym pochodzeniu półwyspu, a następnie zwiedziliśmy ruiny z czasów II wojny światowej. Nasza przewodniczka, która towarzyszyła nam już od dwóch dni, opowiedziała o historycznym znaczeniu Westerplatte i początku II wojny światowej w Europie.

1 września 1939 roku o godzinie 4:45 niemiecki okręt wojenny Schleswig-Holstein otworzył ogień. Wcześniej wpłynął do portu pod pozorem pokojowej wizyty i przewoził jedynie kandydatów na oficerów - w rzeczywistości jednak na pokładzie było około 300 żołnierzy Wehrmachtu, którzy mieli zaatakować Westerplatte od strony lądu. Ostrzał polskich magazynów amunicji był pierwszym aktem wojennym II wojny światowej. Mimo przewagi liczebnej przeciwnika - do obrony było tylko 88 polskich żołnierzy pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego - obrońcy stawiali zaciekły opór przez siedem dni wobec ataków z wody, lądu i powietrza. Dopiero 7 września musieli się poddać. Ich odwaga stała się w całej Polsce symbolem oporu wobec nazistowskiej napaści. Dziś na Westerplatte stoi wielki pomnik z symbolicznymi grobami poległych polskich żołnierzy, upamiętniający ten historyczny moment.

Następnie pojechaliśmy z powrotem do Gdańska, do budynku Poczty Polskiej. Również tutaj widać ady niemieckiej agresji. Przewodniczka wyjaśniła nam, że była to wówczas Poczta Polska w Wolnym Mieście Gdańsku. 1 września 1939 roku niemieckie oddziały zaatakowały ten budynek, który dzielnie broniony był przez około 50 polskich pocztowców i ochotników. Stawiali opór wobec dobrze uzbrojonych oddziałów Wehrmachtu, policji i SS. Walka trwała około 14 godzin. Po południu, gdy czołgi zajęły front budynku i dalsza obrona nie była możliwa, dyrektor poczty dr Jan Michoń próbował wyjść z białą flagą. Został jednak natychmiast zastrzelony. Wkrótce potem druga osoba z białą flagą została brutalnie zabita miotaczem ognia. Po tym okrutnym ataku pozostali obrońcy nie widzieli już możliwości dalszego oporu i poddali się. Większość z nich została później skazana na śmierć i rozstrzelana przez niemieckich okupantów.

Dziś w budynku mieści się muzeum, które obecnie jest w przebudowie. Na dziedzińcu stoi pomnik upamiętniający rozstrzelanych obrońców Poczty. Przed budynkiem znajduje się inny pomnik - przedstawia umierającego polskiego żołnierza przekazującego swoją broń bogini Nike, podczas gdy nad nim przelatują gołębie pocztowe. Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku, podobnie jak Westerplatte, do dziś uważana jest za wyjątkowy przykład odwagi, poświęcenia i nierównej walki z nazistowską agresją.

Piątek, 20.06.

Poranek 20 czerwca, a więc ostatniego dnia naszej wycieczki, rozpoczął się wcześniej niż w poprzednie dni. Ponieważ już o godzinie 9:00 mieliśmy zwiedzać zamek w Malborku, musieliśmy wymeldować się z hotelu już o 7:35. Gdy wszystkie walizki zostały punktualnie zapakowane do przyczepy autobusu, wyruszyliśmy w około godzinną podróż do Malborka.

Zamek w Malborku został wybudowany w XIII wieku przez Zakon Krzyżacki jako twierdza i siedziba wielkiego mistrza zakonu. Jest to największy zamek na świecie pod względem powierzchni i jedno z najważniejszych dzieł architektury gotyckiej w Europie. Wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1997 roku. Przez wieki pełnił funkcje militarne, administracyjne i religijne. Obecnie zamek jest jednym z najczęściej odwiedzanych muzeów w Polsce i symbolem historii regionu.

Na miejscu otrzymaliśmy audioprzewodniki w języku polskim i niemieckim, które niemal bezbłędnie prowadziły nas przez zamek. Przez około dwie godziny zwiedzaliśmy zespół zamkowy i dowiedzieliśmy się wiele o gotyckiej architekturze, historii Niemiec i Polski oraz codziennym życiu braci z Zakonu Krzyżackiego. Oglądaliśmy także wystawy poświęcone bursztynowi, broni orientalnej i produkcji witraży.

Zwiedzanie zakończyło się nieco wcześniej niż planowano. Gdy wszyscy dotarli na miejsce zbórki, mogliśmy - oczywiście nie zapominając o wspólnym zdjęciu klasowym - rozpocząć podróż powrotną. Po kilku przystankach dotarliśmy bez przeszkód do Görlitz, gdzie czekali już na nas rodzice.

Tak zakończyła się nasza ostatnia wspólna wycieczka klasowa.

Dziękujemy fundacji Sanddorf za dofinansowanie naszego wyjazdu klasowego.

von Charlotte, Maja, Martha, Emil, Willy


Rok szkolny 24/25/2025-07-28

Projekt klasy 8b „Karkonosze – geografia, flora i fauna krainy geograficznej w centrum Europy"

Poniedziałek, 16.06.

Po około dwugodzinnej podróży autobusem z Görlitz do Jagniątkowa dotarliśmy do naszej pensjonatu, gdzie zatrzymaliśmy się tylko na krótko, zanim wyruszyliśmy bezpośrednio do Centrum Edukacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego.

Wzięliśmy tam udział w ciekawych warsztatach, podczas których dowiedzieliśmy ...
więcej

von Aleksandra, Elisa, Henriette, Zygmunt

Poniedziałek, 16.06.

Po około dwugodzinnej podróży autobusem z Görlitz do Jagniątkowa dotarliśmy do naszej pensjonatu, gdzie zatrzymaliśmy się tylko na krótko, zanim wyruszyliśmy bezpośrednio do Centrum Edukacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego.

Wzięliśmy tam udział w ciekawych warsztatach, podczas których dowiedzieliśmy się wiele o unikalnej florze i faunie Karkonoszy. Na multimedialnej wystawie poznaliśmy typowe gatunki roślin i zwierząt regionu oraz uzyskaliśmy wgląd w różne strefy roślinności, które zmieniają się w zależności od wysokości. Szczególnie imponujący był duży model terenu przedstawiający topografię gór i zależności ekologiczne. Warsztaty skłaniały do refleksji nad ochroną przyrody i gatunków, a także w przystępny sposób ukazywały znaczenie parku narodowego.

Po wizycie w centrum edukacyjnym rozpoczęliśmy wędrówkę do ruin zamku Chojnik. Po drodze pani Paczos wyjaśniła nam różnicę między granitem a bazaltem oraz proces ich powstawania. W połowie trasy musieliśmy przecisnąć się przez wąską szczelinę skalną, szeroką na zaledwie jeden do dwóch metrów. Po kilku kilometrach dotarliśmy w końcu do ruin zamku, gdzie mieliśmy czas na zwiedzanie.

Większość klasy wspięła się na wieżę widokową, dostępną przez wąskie kręte schody. Ze szczytu rozciągał się wspaniały widok na okolicę. Zamek został zbudowany w XIV wieku, przez długi czas należał do rodziny Schaffgotschów, a po uderzeniu pioruna w 1675 roku spłonął – od tego czasu pozostaje ruiną w Karkonoskim Parku Narodowym.

Po około półgodzinie szybko ruszyliśmy w drogę powrotną, aby zdążyć na nasz autobus. Wieczorem przywitała nas smaczna kolacja, a następnie mieliśmy czas na spokojne rozpakowanie się i aklimatyzację.

 

Wtorek, 17.06.

We wtorek rozpoczęliśmy dzień obfitym i bardzo smacznym śniadaniem w naszej kwaterze (Koralowa Ścieżka). Wyruszyliśmy w kierunku Śnieżnych Kotłów – celu dnia – z mieszanymi nastrojami, niektórzy niestety zbyt oszczędnie posmarowani kremem z filtrem, co pod koniec dnia okazało się bolesne. Po około dwóch godzinach intensywnego marszu dotarliśmy do platformy widokowej, z której mogliśmy podziwiać przepiękną panoramę.

Z nową motywacją – przynajmniej u większości – ruszyliśmy dalej na grzbiet górski, skąd rozpościerał się spektakularny widok, a my krok po kroku przemierzaliśmy imponujący krajobraz górski. Po tym widoku zrobiliśmy krótką przerwę w schronisku, zanim dotarliśmy do właściwego celu: Śnieżnych Kotłów.

Następnie wędrowaliśmy dosłownie „po korzeniach i kamieniach” poniżej grzbietu wzdłuż Śnieżnych Kotłów z powrotem w dolinę. Z pęcherzami na stopach i około 20 kilometrami marszu za sobą dotarliśmy punktualnie na sycącą i pyszną kolację. Ten męczący, ale piękny dzień zakończył się z wieloma nowymi wrażeniami i przeżyciami.

 

Środa, 18.06.

Środa naszej wycieczki rozpoczęła się tradycyjnie śniadaniem o godzinie 8:00. Już o 9:30 przyjechały do nas pani Tiebel i pani Korman, które miały z nami przeprowadzić ciekawe prace terenowe. Podzielono nas na dwie grupy.

Pierwsza grupa pod kierunkiem nauczycielek udała się nad potok Wrzosówkę w Jagniątkowie. Uczniowie wykonywali tam różne zadania związane z tematyką wody i otaczającej przyrody. W tym czasie druga grupa miała przerwę – czas na relaks, rozmowy i podziwianie pięknego krajobrazu górskiego.

Po obiedzie grupy zamieniły się miejscami: druga grupa udała się nad rzekę, by wykonać te same zadania edukacyjne, a pierwsza mogła odpocząć.

Wieczorem czekała na nas szczególna atrakcja – ognisko. Wspólnie piekliśmy kiełbaski i pianki marshmallow. Była to świetna okazja do integracji, śmiechu i wspólnego śpiewu. Ognisko zakończyło się tuż przed godziną 22:00 – akurat na ciszę nocną.

To był dzień pełen aktywności, kontaktu z naturą i dobrej zabawy – na pewno długo pozostanie w naszej pamięci.

 

Czwartek, 19.06.

W czwartek odbyliśmy jedną z naszych dłuższych wycieczek. Naszym głównym celem była Śnieżka – najwyższy szczyt Karkonoszy, mierzący 1603 m n.p.m. Po około godzinnej jeździe autobusem dotarliśmy do Karpacza, skąd niebieskim szlakiem wyruszyliśmy w stronę schroniska Strzecha Akademicka. Przed wejściem na szczyt zrobiliśmy półgodzinną przerwę na posiłek i odpoczynek w żółtym schronisku Dom Śląski.

Na podejście wybraliśmy stromy, ale krótszy Czarny Szlak prowadzący przez Zakosy. Widok ze szczytu był zapierający dech w piersiach – mogliśmy podziwiać całe Karkonosze oraz czeską stronę gór. Na Śnieżce spędziliśmy trochę czasu na odpoczynek i podziwianie krajobrazu. Nasz przewodnik opowiedział nam o charakterystycznej kaplicy św. Wawrzyńca, która znajduje się bezpośrednio na szczycie – to jedyny taki budynek w Polsce położony na takiej wysokości. Zwiedziliśmy także polskie Obserwatorium Meteorologiczne z charakterystycznym „latającym spodkiem” na dachu oraz sezonową placówkę pocztową, z której można wysłać kartkę prosto ze szczytu.

W drogę powrotną wyruszyliśmy dłuższym, ale łagodniejszym szlakiem – Drogą Jubileuszową, która prowadzi z powrotem do schroniska Dom Śląski. Po drodze minęliśmy malownicze polodowcowe jeziora Wielki Staw i Mały Staw. Zrobiliśmy także przerwę przy schronisku Samotnia, które znajduje się tuż nad brzegiem Małego Stawu i należy do najstarszych schronisk górskich w Polsce. Dalej wędrowaliśmy przez teren Białego Jaru – miejsca znanego z tragicznej lawiny z 1968 roku. Na zakończenie dotarliśmy do słynnego drewnianego Kościoła Wang – przeniesionego z Norwegii obiektu, który harmonijnie wpisuje się w krajobraz Karkonoszy. Mieliśmy okazję zwiedzić wnętrze kościoła i poznać jego historię.

Wycieczka była bardzo udana – pogoda dopisała, zobaczyliśmy wiele wyjątkowych miejsc i zdobyliśmy najwyższy szczyt polskich Sudetów.


Piątek, 20.06.

W piątek rozpoczęliśmy dzień wizytą w Muzeum Gerharta Hauptmanna, poświęconym słynnemu niemieckiemu pisarzowi i laureatowi Nagrody Nobla. Uczestniczyliśmy tam w ciekawym oprowadzaniu, podczas którego dowiedzieliśmy się wiele o życiu i twórczości Hauptmanna, a także poznaliśmy realia historyczne i kulturowe jego epoki. Szczególnie imponujące były oryginalne wydania jego utworów i listów oraz starannie zaaranżowane sale wystawowe, które tworzyły wyjątkową atmosferę.

Następnie wróciliśmy do naszej kwatery, aby napisać testy podsumowujące materiał zrealizowany w ramach projektu. Zadania były wymagające, ale dobrze odzwierciedlały to, czego się nauczyliśmy. Panowała skupiona atmosfera, a wielu z nas skorzystało z okazji, by zaprezentować swoją wiedzę.

Po wykonanej pracy zjedliśmy ostatni wspólny, pyszny obiad, podczas którego podsumowaliśmy wyjazd i podzieliliśmy się najpiękniejszymi wspomnieniami. Następnie wyruszyliśmy w drogę powrotną – zmęczeni, ale zadowoleni i pełni nowych wrażeń, które na długo pozostaną w naszej pamięci.

Serdecznie dziękujemy Fundacji Sanddorf za dofinansowanie naszego projektu.

von Aleksandra, Elisa, Henriette, Zygmunt


Rok szkolny 24/25/9140-02-18

Wymiana niemiecko-włoska w ramach programu Erasmus+

Niedziela, 03.11.2024 
Pierwszy dzień - Witamy w Görlitz!

Wreszcie nadszedł dzień, na który wszyscy czekaliśmy tak długo - rozpoczęcie naszego włosko-niemieckiego projektu wymiany! Nasi włoscy goście przybyli do Kaisertrutz w Görlitz punktualnie o 11.30, a przywitanie było bardzo ciepłe. Po długiej podró...
więcej

Niedziela, 03.11.2024 
Pierwszy dzień - Witamy w Görlitz!

Wreszcie nadszedł dzień, na który wszyscy czekaliśmy tak długo - rozpoczęcie naszego włosko-niemieckiego projektu wymiany! Nasi włoscy goście przybyli do Kaisertrutz w Görlitz punktualnie o 11.30, a przywitanie było bardzo ciepłe. Po długiej podróży z Włoch wyglądali na nieco zmęczonych, ale także pełnych oczekiwania na nadchodzące dni.

Po powitaniu wszyscy uczniowie i goszczące ich rodziny udali się do domu, gdzie najpierw zjedli mały poczęstunek. Nie zabrakło typowych niemieckich dań - od sznycla z ziemniakami po kiełbasę z jajecznicą i kiszoną kapustą. Dla wielu Włochów było to ekscytujące doświadczenie kulinarne, a w domu prosili nawet o dokładkę. Dobry znak, prawda?

Po południu zaplanowano wspólny piknik w parku miejskim. Każdy przyniósł coś ze sobą, od ciast po ciasteczka, i szybko powstał kolorowy bufet. Na szczęście pogoda dopisała i miło spędziliśmy czas na świeżym powietrzu. Jedyną rzeczą, która osłabiła nasze nastroje, było to, że niektórzy z nas mieli w poniedziałek pracę klasową z matematyki, więc niestety musieliśmy się trochę pouczyć w międzyczasie. Włosi dobrze się bawili i próbowali nauczyć się kilku niemieckich słów.

Po pikniku wybraliśmy się na kręgle do centrum miasta. To była prawdziwa atrakcja dnia! Wielu z nas nie grało w kręgle od dłuższego czasu i było dużo śmiechu - zwłaszcza, gdy niektórzy z nas ponownie wybili kulę poza granice. Ale ostatecznie liczyły się wspólne chwile i zabawne zdjęcia, które zrobiliśmy. Jeden lub dwa strike'i wywołały głośne okrzyki.
Na zakończenie dnia pokazaliśmy naszym gościom trochę więcej naszego miasta. Włosi byli pod wrażeniem Görlitz z jego historycznymi budynkami i wyjątkową atmosferą. Zrobili zdjęcia i zadali kilka pytań - co przypomniało nam, jak wyjątkowe jest nasze rodzinne miasto.

Pod wieczór wszyscy wróciliśmy do naszych rodzin. Tam zjedliśmy przekąskę, a następnie nadszedł czas, aby przygotować się na następny dzień. W końcu oprócz ekscytującej wymiany czekała na nas również praca klasowa z matematyki... Nie jest to idealne połączenie, ale hej - odrobina przygody jest koniecznością! Ekscytujący pierwszy dzień dobiegł końca i już nie możemy się doczekać tego, co przyniosą kolejne dni. Wymiana dopiero się rozpoczęła i jesteśmy pewni, że spędzimy niezapomniany tydzień z naszymi przyjaciółmi z Włoch.

Poniedziałek, 04.11.2024

Drugi dzień naszego włosko-niemieckiego projektu wymiany rozpoczął się punktualnie o godzinie 7.45 przed Haus Anne. Pierwszym punktem programu było krótkie zwiedzanie budynków naszej szkoły. Dla Włochów, ale także dla nas, dziewcząt z Görlitz, były to nowe rzeczy do poznania. Jednak najważniejszym punktem wycieczki była wspinaczka na wieżę Augustum. Gdy znaleźliśmy się na szczycie, zostaliśmy pomimo chmur nagrodzeni wyjątkowym widokiem na miasto. Włosi byli zachwyceni, podobnie jak my - w końcu nie codziennie wchodzi się na szczyt wieży.

Aby ponownie rozgrzać nas wszystkich po świeżym porannym powietrzu i odnowić naszego dobrego ducha, zagraliśmy w kilka gier przełamujących lody. Było wszystko, od zabawnych pytań po małe zabawy, i wszyscy szybko odzyskaliśmy dobry nastrój. Dla niemieckich uczniów nadszedł czas na przerażającą pracę klasową z matematyki - nie był to ich ulubiony moment tego dnia! Podczas gdy my pociliśmy się nad liczbami i wzorami na egzaminie, włoscy goście mieli okazję posmakować lekcji niemieckiego. Czekały na nich prawdziwe niemieckie specjały, a oni nawet odegrali małe przedstawienie.

Po lekcjach i nieudanej pracy klasowej z matematyki wszyscy razem udaliśmy się do kościoła św. Mikołaja i na cmentarz św. Mikołaja. Ponieważ kościół jest często zamknięty, zajrzenie do środka było bardzo interesujące. Następnie przeczytaliśmy kilka jesiennych wierszy w języku niemieckim, po czym zmarznięci wróciliśmy do szkoły. Na zakończenie popołudnia rozegraliśmy kilka rund siatkówki - wszyscy byli bardzo energiczni i zmotywowani!

Każdy spędził wieczór ze swoimi rodzinami goszczącymi i zorganizował go indywidualnie. Niektórzy z nas nauczyli się robić świeży makaron i z entuzjazmem pomagali w kuchni. Inni zakończyli dzień kilkoma rundami UNO. Dzień pełen wrażeń, aby uzyskać pierwsze wrażenia z Görlitz :)

Wtorek, 05.11.2024

Trzeciego dnia z naszymi rzymskimi partnerami z wymiany odwiedziliśmy kilka zabytków w centrum Görlitz. Zaczęliśmy od starego domu towarowego, gdzie spotkaliśmy się krótko przed dziewiątą. Paulina przedstawiła nam go bardziej szczegółowo. Uzupełniła ją pani Stephan, która oprowadziła nas po budynku. Wewnątrz dowiedzieliśmy się o jego wspaniałej przeszłości. Niektórym uczniom trudno było sobie wyobrazić, że ten pozornie opuszczony budynek był kiedyś popularnym miejscem spotkań towarzyskich. Pani Stephan nakreśliła nam również możliwą świetlaną przyszłość domu towarowego. Nie wiadomo jednak, czy zostanie on wkrótce ponownie otwarty i odzyska dawną świetność. Po niecałej godzinie musieliśmy ruszać dalej. Wciąż mieliśmy wiele do zrobienia.

Następnie udaliśmy się do archiwum. Dowiedzieliśmy się tam wiele o jego historii oraz o relacjach między Görlitz a Włochami w przeszłości. Siegfried Hoche, archiwista, który wprowadził nas do archiwum, pokazał nam nawet stary dokument papieski, który został wysłany do Görlitz z Watykanu. Z pewnością moglibyśmy spędzić tam o wiele więcej dni, ale chcieliśmy pokazać naszym gościom także inne strony Görlitz.

Tak więc po około godzinie przeszliśmy do wykładu Vincenta na temat znaczenia Görlitz jako miejsca filmowego, znanego również jako "Görliwood". Niektóre z filmów, w których Görlitz zostało wykorzystane jako miejsce akcji, takie jak "Goethe!", były również znane naszym rzymskim gościom. Wielu z nich było zaskoczonych faktem, że w Görlitz nakręcono ponad 120 filmów.

Następnie Conny opowiedziała o kościele św. Piotra, który następnie dokładnie obejrzeliśmy. Szczególne wrażenie zrobiły na nas imponujące organy słoneczne. Po kościele św. Piotra mieliśmy przerwę na obiad i delektowaliśmy się "bratwurstem" z prawdziwą musztardą z Görlitz. Wzmocnieni udaliśmy się do Grobu Pańskiego, gdzie Julie wygłosiła nam krótką prelekcję.
Potem zwiedzaliśmy okolicę w małych grupach i cieszyliśmy się ciepłym słońcem w ten zimny listopadowy dzień oraz widokiem na miasto z Góry Oliwnej. Po zwiedzeniu Grobu Pańskiego udaliśmy się do Kaisertrutz z wykładem Saschy, a na zakończenie naszej wycieczki po mieście poszliśmy do synagogi przy Otto Müller Straße.

Po powrocie do ciepłej szkoły obejrzeliśmy film "Grand Budapest Hotel", który został nakręcony między innymi w Görlitz. Rozpoznaliśmy sporo miejsc. Rzymscy uczniowie poznali Görlitz znacznie lepiej. Po filmie oficjalna część dnia dobiegła końca i podzieliliśmy się na małe grupy. Była jedna grupa, w której Włosi gotowali dla Niemców i inna, która poszła razem do McDonald's, aby poznać różnice między tymi dwoma krajami. Na koniec wszyscy poszli spać z wieloma wrażeniami z Görlitz. Tak zakończył się trzeci dzień naszego projektu Erasmus+ w Görlitz.

Środa, 06.11.2024

Dzisiaj był czwarty dzień z naszymi włoskimi gośćmi i mieliśmy szczęście spędzić razem wspaniały jesienny dzień. Spotkaliśmy się na stacji kolejowej tuż przed dziewiątą, aby rozpocząć naszą podróż do Hagenwerder. Po dotarciu na miejsce wyruszyliśmy na malowniczy spacer przez kolorowy krajobraz, który zaprowadził nas prosto do imponującej koparki.

Po krótkim instruktażu bezpieczeństwa wszyscy otrzymaliśmy jaskrawożółte kaski i ruszyliśmy! Na koparce otrzymaliśmy fascynujący wgląd w niegdyś żmudny dzień pracy i wydobycie węgla w Görlitz. Byliśmy szczególnie zdumieni faktem, że cały Trabant mógł zmieścić się w łopacie największej używanej tutaj koparki - co było dla nas prawdziwym zaskoczeniem!

Nasza odkrywcza podróż zaprowadziła nas następnie nad jezioro Berzdorf. W porcie wysłuchaliśmy trzech ekscytujących prezentacji - o jeziorze, Landeskrone i tradycyjnym browarze Landskron. Następnie udaliśmy się z powrotem na dworzec kolejowy i z niecierpliwością czekaliśmy na pociąg do Görlitz, gdzie mieliśmy okazję rozkoszować się kulinarnymi przysmakami podczas przerwy obiadowej. Grupa podzieliła się: Podczas gdy jedna połowa odwiedziła "Kochwerk" i ucztowała na pysznym, wegańskim jedzeniu, pozostali udali się do "Doris", małego food trucka przy Dicken Turm, gdzie zjedliśmy obfite bratwursty, chrupiące frytki i pikantne klopsiki.

Ożywieni i pełni energii udaliśmy się do szkoły życia pani Gelke. Tam czekały na nas kreatywne godziny pieczenia ciasteczek i robienia gwiazd Froebla. Ale to nie był koniec naszej przygody! Pojechaliśmy autobusem do Königshain, gdzie czekała nas krótka wędrówka na Hochstein. Po dotarciu na szczyt zostaliśmy ciepło przywitani wyborem świeżych przekąsek - w tym chrupiących warzyw i smacznych past. Usiedliśmy wygodnie wokół ogniska, upiekliśmy trochę ciasta na patyku i cieszyliśmy się przytulnym ciepłem ognia.

Pod koniec tego pełnego wrażeń dnia nasi rodzice w końcu nas odebrali. To był dzień pełen niezapomnianych chwil i nowych wrażeń - prawdziwy jesienny sen, który przeżyliśmy razem!
 
Czwartek, 07.11.2024 

W czwartek nasz przedostatni dzień rozpoczęliśmy od spotkania na dworcu kolejowym, pełni oczekiwania na naszą wspólną przygodę w Dreźnie. Dotarliśmy do Drezna-Neustadt bez żadnych incydentów i udaliśmy się prosto do słynnych Tarasów Brühla. To był początek naszej najważniejszej atrakcji dnia: ekscytującego rajdu miejskiego.

Rajd był nie lada wyzwaniem nie tylko dla naszej orientacji, ale także dla kreatywności i umiejętności komunikacyjnych włoskich gości, którzy pilnie ćwiczyli swój niemiecki. Punktem kulminacyjnym było to, że każdy z nas otrzymał na starcie jabłko i jajko, aby w ciągu dwóch godzin zamienić je jak najdalej.

Po rajdzie zafundowaliśmy sobie mały poczęstunek, a następnie zabraliśmy naszych gości na wycieczkę krajoznawczą poza znane ścieżki starego miasta. Dało im to kompleksowe wrażenie wielowymiarowego uroku Drezna, od ukrytych uliczek po tętniące życiem place pełne historii i życia.

Jednak nasza ekscytująca wycieczka  około godziny 16:00 dobiegła końca. Wsiedliśmy do pociągu powrotnego, pełni nowych wrażeń.

Piątek, 08.11.2024

W piątek, ostatni dzień wymiany, nadszedł czas pożegnania. Rano wszystkie pary stworzyły podcast o wybranym obiekcie lub miejscu i wspólnie obejrzeliśmy wszystkie produkty. Oczywiście przeanalizowaliśmy rajd miejski z poprzedniego dnia w Dreźnie i ogłoszono zwycięską drużynę.

Poszliśmy razem na lunch do wegańskiej restauracji, ponieważ chcieliśmy spędzić jak najwięcej czasu razem. Późniejsze godziny mogliśmy spędzić indywidualnie. Zostaliśmy jednak wszyscy razem i spacerowaliśmy po mieście oraz chodziliśmy po sklepach. Wykorzystaliśmy ten czas jak najlepiej i dobrze się bawiliśmy jako grupa, zanim nadszedł czas pożegnania.  O 16:00 odebraliśmy walizki włoskich uczniów ze szkoły i udaliśmy się do Kaisertrutz, gdzie krótko czekaliśmy na autobus. Bagaże zostały szybko załadowane i pożegnaliśmy się z wieloma łzami i emocjami. Tak więc nie tylko dzień dobiegł końca, ale także wyjątkowe doświadczenie i ekscytująca przygoda.

Paulina Rajewska, Sascha Mertsch, Anna Mörbe, Cornelia Marszal, Julie Wiesner, Aurelie Heidrich, Elina Haymerle, Matteo Rißmann, Linus Blana, Klara Müller, Felicitas Weiß, Vincent Reichel

Projekt finansowany z programu Erasmus+.
 


Rok szkolny 24/25/285-02-18

Zakupy klasy 6b na targu w Zgorzelcu

W czwartek, 20 września uczniowie klasy 6b wraz z nauczycielką języka polskiego, panią Kamińską-Bojar przeżyli ciekawe i pouczające wyjście na targ do Polski. Uzbrojeni w świeżo nabyte umiejętności językowe, odpowiednią ilość złotówek i dobry humor udali się na polowanie na promocje i wylądowali w samym środku językowej przygody. Już przy pierwszym straganie okaza...
więcej

von Klasa 6b

W czwartek, 20 września uczniowie klasy 6b wraz z nauczycielką języka polskiego, panią Kamińską-Bojar przeżyli ciekawe i pouczające wyjście na targ do Polski. Uzbrojeni w świeżo nabyte umiejętności językowe, odpowiednią ilość złotówek i dobry humor udali się na polowanie na promocje i wylądowali w samym środku językowej przygody. Już przy pierwszym straganie okazało się, że „dzień dobry” zawsze działa. Uprzejmi sprzedawcy byli pozytywnie zaskoczeni, że nasi uczniowie tak dobrze mówią i rozumieją po polsku.  Armin, Greta i Rosalie dumnie nieśli ciężkie torby pełne świeżych warzyw i owoców. Hermine i Emmiliana znalazły specjały serowe i odkryły, że 5 zł wystarczy na pyszne pączki. Po godzinie wypełnionej słowami „proszę” i „dziękuję” nastąpił powrót do szkoły. Podsumowując: uczniowie klasy 6b nie tylko wypełnili swoje torby smacznymi produktami, ale też czasami w nieco chaotyczny, ale na pewno ciekawy sposób rozwinęli swoją znajomość języka polskiego.

von Klasa 6b


Rok szkolny 24/25/9512-02-18

Tydzień między wybrzeżem a kulturą. Podróż studyjna do Dublina

Poniedziałek

Nasza podróż do Dublina rozpoczęła się o wiele za wcześnie w poniedziałkowy poranek. O godzinie 4:00 28 zaspanych uczennic i uczniów oraz ich nauczyciele podążali do autobusu. Ale zmęczenie zostało przyćmione przez oczekiwanie, ponieważ już za kilka godzin znjadziemy się w samolocie do Dublina i będziemy podziwiać Wyspy Brytyj...
więcej

von Annika Gelke, Anastasia Pozeg

Poniedziałek

Nasza podróż do Dublina rozpoczęła się o wiele za wcześnie w poniedziałkowy poranek. O godzinie 4:00 28 zaspanych uczennic i uczniów oraz ich nauczyciele podążali do autobusu. Ale zmęczenie zostało przyćmione przez oczekiwanie, ponieważ już za kilka godzin znjadziemy się w samolocie do Dublina i będziemy podziwiać Wyspy Brytyjskie z góry. Wsiedliśmy więc do autobusu i przespaliśmy się trochę w drodze do Berlina. Gdy dotarliśmy na lotnisko, zostawiliśmy nasze walizki i mieliśmy nadzieję, że koszulka I❤Dublin nie przekroczy limitu wagowego. Po udanej kontroli tożsamości i bezpieczeństwa („kieszenie KOMPLETNIE puste” - cytat z pracownika lotniska), w końcu mieliśmy wyruszyć w ostatni etap naszej podróży. Przez okno widzieliśmy już zielony samolot z koniczyną, który miał nas zabrać do Irlandii. Po krótkim, bezproblemowym locie byliśmy już na miejscu, nie zgubiliśmy żadnego bagażu i przywitał nas... deszcz.
Ale nie ma problemu, musieliśmy się tego spodziewać. Przenieśliśmy się więc do naszych pokoi w labiryntowym hostelu Abbey Court i wyruszyliśmy na naszą pierwszą wycieczkę po mieście - z kurtkami przeciwdeszczowymi w bagażu. Ale nie potrzebowaliśmy ich więcej, ponieważ zaświeciło słońce . Cóż, taka jest irlandzka pogoda.
Każdy spędził pierwszy dzień inaczej: niektórzy poszli zobaczyć słynny Temple Bar (oczywiście tylko z zewnątrz...), inni przypadkiem trafili na koncert irlandzkiej muzyki folkowej, a jeszcze inni po prostu delektowali się pyszną rybą z frytkami. Ale była jedna rzecz, którą zrobiliśmy wszyscy: padliśmy wieczorem wyczerpani do naszych łóżek . Ale dopiero następnego dnia wszystko zaczęło się naprawdę dziać...

Wtorek

Wtorek rozpoczęliśmy od wycieczki do EPIC - Muzeum Irlandzkiej Emigracji i trzeba przyznać, że było to naprawdę niesamowite przeżycie! Gdy tylko weszliśmy do nowoczesnego, interaktywnego muzeum, stało się jasne, że nie oglądamy zakurzonych gablot, ale żywą historię, której możemy doświadczyć z bliska. Z każdym pomieszczeniem, do którego weszliśmy, zagłębialiśmy się w historię irlandzkiej emigracji - historię charakteryzującą się odwagą, cierpieniem i nadzieją. Pomiędzy kolorowymi światłami i niezliczonymi irlandzkimi historiami czuliśmy się, jakbyśmy przez chwilę byli częścią tej podróży. A na dodatek mogliśmy nawet przebrać się w tradycyjne irlandzkie stroje i poćwiczyć kilka kroków stepowania.
Po imponującej wizycie w EPIC udaliśmy się do Zamku Dublińskiego, kolejnego miejsca, które pozwoliło nam zanurzyc się głębiej w irlandzką historię. We wspaniałych komnatach zamku łatwo było sobie wyobrazić, jak kiedyś żyli tu królowie i szlachta - ale także, jak ciężkie było życie Irlandczyków, którzy przez wieki cierpieli pod rządami Brytyjczyków.
Ale po takiej dawce historii rozpaczliwie potrzebowaliśmy odmiany. Udaliśmy się więc prosto na tętniące życiem ulice Dublina, gdzie przespacerowaliśmy się po sklepach i second-handach, w których każdy znalazł coś dla siebie.
Pod koniec dnia byliśmy wyczerpani, ale zadowoleni - a co najlepsze, wciąż mieliśmy wystarczająco dużo energii, aby gotować dla siebie w hostelu. Po naszej uczcie - makaronie z sosem pomidorowym - zakończyliśmy wieczór w przytulnej atmosferze i już nie mogliśmy się doczekać naszej wycieczki w góry Wicklow...

Środa

Trzeci dzień przyniósł kolejną atrakcję: przejażdżkę i wędrówkę po górach Wicklow. Najpierw udaliśmy się do punktu widokowego na południe od Dublina, który oferował fascynującą panoramę miasta i morza. Gdy pojechaliśmy dalej w góry, na początku byliśmy nieco onieśmieleni umiejętnościami kierowcy autobusu do poruszania się po wąskich drogach na stromych zboczach i jednocześnie przerywania swoich opowieści o Irlandii gestykulacją. Niemniej jednak cieszyliśmy się podróżą, z nowymi górami, jeziorami i zapierającymi dech w piersiach widokami otwierającymi się za każdym zakrętem. Szczególnie ekscytująca była wizyta na niemieckim cmentarzu wojskowym w centrum Irlandii.
Przerwę na lunch również spędziliśmy w autobusie, ale tym razem nie jechaliśmy. To byłoby wyzwanie nawet dla naszego kierowcy. Wyciągnął gitarę i harmonijkę ustną i zagrał nam kilka irlandzkich piosenek. Śpiewaliśmy to, co znaliśmy, lub po prostu słuchaliśmy. Po raz kolejny potwierdziło się to, co tak często słyszeliśmy wcześniej: każdy Irlandczyk jest muzykiem!
Potem musieliśmy wyjść i trochę się poruszać, ale było warto! Wycieczkę w góry zakończyło piękne jezioro, nad którym zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, oraz mały wodospad.

Czwartek

Czwartek rozpoczął się od wizyty w słynnym Trinity College. Starożytna biblioteka była szczególnie imponująca, z niezliczonymi książkami rozciągającymi się od podłogi do sufitu. Przynajmniej tak było w teorii, ale mieliśmy szczęście trafić na okres, w którym wszystkie książki, w tym półki, były całkowicie czyszczone. Fakt ten nie umniejszył jednak piękna uczelni, która szybko stała się dla niektórych wymarzonym uniwersytetem.
Później niektórych ciągnęło z powrotem na wybrzeże, na klify półwyspu Howth. Nasza grupa udała się do National Gallery of Ireland, gdzie zainspirowało nas wiele dzieł sztuki. Niezależnie od tego, czy byli to irlandzcy artyści, czy międzynarodowi mistrzowie, tacy jak Van Gogh i Picasso - różnorodność prezentowanych obrazów była niesamowita, więc każdy znalazł swój ulubiony.
Ale prawdziwą atrakcją dnia i całej wycieczki był bez wątpienia wieczór: Riverdance! Ten pokaz był eksplozją energii, rytmu i pasji. Byliśmy całkowicie urzeczeni od pierwszego stukotu butów i naprawdę musieliśmy się powstrzymywać, by nie wskoczyć na scenę i nie tańczyć razem z tancerzami. Tancerze poruszali się z taką prędkością i precyzją, że od samego patrzenia na nich kręciło nam się w głowie. Było to niezapomniane i wyjątkowe doświadczenie!

Piątek

Ale tak wspaniała podróż musiała dobiec końca. Na szczęście dla nas, ten koniec był trochę opóźniony, ponieważ nasz samolot odlatywał dopiero po południu, co oznaczało ostatni wolny czas w Dublinie! Ponownie każdy spędził go inaczej, być może kupując kilka pamiątek lub ciesząc się po raz ostatni widokiem na Liffey. Ciężko było nam się pożegnać, gdy w końcu wróciliśmy do autobusu ze spakowanymi walizkami. Z zachodem słońca za nami i głowami pełnymi wspomnień odlecieliśmy do domu.

von Annika Gelke, Anastasia Pozeg